Zamknij

To jest sąd, czy jakieś kpiny?

01:24, 27.01.2017 | BOŻENA GONTARZ
REKLAMA
Skomentuj

Sąd Rejonowy w Sokołowie Podlaskim uniewinnił byłego policjanta Tomasza G. od zarzutu kradzieży drzewa na szkodę Sławomira W. i Krzysztofa K. To wątek z głośnej sprawy, która swój początek miała w 2014 r. To, co działo się w sokołowskim sądzie pokrzywdzeni komentują krótko: cyrk i skandal.

Proces rozpoczął się w sokołowskim sądzie w czerwcu. Już na starcie sąd zaliczył wpadkę, bo pierwszy termin rozpoznania sprawy wyznaczono… w Boże Ciało. Ostatecznie machina sądowa ruszyła 2 czerwca. Przesłuchano wówczas pierwszą grupę świadków. Proces kontynuowano w sierpniu, wrześniu i listopadzie. I właśnie w listopadzie okazało się, że z akt sprawy zniknęły zeznania jednego z ważniejszych świadków, złożone 2 czerwca. Sąd wezwał Marka K. ponownie na rozprawę styczniową, żeby go wysłuchać. Prezes SR w Sokołowie pytany przez nas o całą sytuację odpisał, że podjął działania mające wyjaśnić, w jaki sposób zeznania zniknęły z protokołu, jednak „pomimo poczynionych starań, uzyskania wyjaśnień od sędziego referenta oraz informacji od osoby protokołującej nie udało się w sposób pewny i jednoznaczny wyjaśnić przyczyny zaistniałej sytuacji”.

Po feralnej kontroli
W listopadzie ubiegłego roku Tomasz G. usłyszał zarzut popełnienia czynu, polegającego na dokonaniu w dniach od 24 do 28 listopada 2014 r. w Przywózkach wyrębu i kradzieży 56 sztuk drzewa sosnowego, dębowego, olszowego, osikowego i brzozowego o wartości 29,5 tys. zł na szkodę Sławomira W. i 57 sztuk drzewa o wartości blisko 18,5 tys. zł. na szkodę Krzysztofa K. 

Tło całej sprawy przypomniał w mowie końcowej przed sokołowskim sądem prokurator Radosław Romaniuk z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, prowadzący śledztwo. – W świetle zebranych dowodów nie ma żadnej wątpliwości, że oskarżony działając w celu przywłaszczenia dopuścił się kradzieży drzewa. W tej sprawie jednak trzeba nakreślić okoliczności, jakie towarzyszyły popełnieniu przestępstwa – mówił. – 1 października 2014 r. patrol policji, w którym był oskarżony, przeprowadził kontrolę trzeźwości Sławomira W., jadącego samochodem. Jak wskazuje materiał dowodowy, był to pierwszy kontakt Sławomira W. z oskarżonym, nic nie wskazuje na to, że znali się wcześniej. Pomimo tego, już 3 października 2014 r. kontrolowany sprzedał funkcjonariuszom działkę, a po kolejnych 3 dniach – sprzedał dom i posesję bratu oskarżonego. A to nie były wszystkie transakcje, bo w grudniu Sławomir W. zawarł z bratem i żoną oskarżonego umowy pożyczki na 60 tys. zł, a w zastaw oddał las, z którego wycinano drzewo. W listopadzie Sławomir W. i oskarżony udali się do nadleśnictwa, gdzie właściciel uzyskał asygnatę na wycięcie 28 sztuk drzewa. Leśniczy w obecności obu osób wskazał drzewa do wycięcia. Sławomir W. wskazywał konkretne drzewa i granice działki, co potwierdziło jednoznacznie dwóch świadków. Ale oskarżony dostrzegło możliwość zarobienia na drzewie i w listopadzie dowiadywał się w firmach leśnych, czy nie chcą nabyć znacznej ilości drzew z Przywózk. Przez 4 dni prowadzono wycinkę wszystkiego, co nadawało się do sprzedaży z działek Sławomira W. i sąsiedniej, należącej do Krzysztofa K. nie ma wątpliwości, ze działał z pełną świadomością, a drzewo sprzedał.

Sławomir W. zmarł w styczniu 2016 r. i dopiero po jego śmierci rodzina dowiedziała się o transakcjach majątkowych i zawiadomiła prokuraturę. Wątek kradzieży drzewa był badany w ramach jednego z trzech śledztw prowadzonych przez Prokuraturę Okręgową w Siedlcach.
Prokurator w mowie końcowej zażądał dla oskarżonego kary 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, nawiązki: w wysokości blisko 60 tys. zł na rzecz pokrzywdzonych: spadkobierców Sławomira W. i niemal 37 tys. zł dla Krzysztofa K.
Oskarżony przed sądem stwierdził, że nie znał granic działek. Jego obrońca wnosił o uniewinnienie, podnosząc, że prokuratura nie przedstawiła dowodów wskazujących, że oskarżony dopuścił się przestępstwa.

Przyjaciele?
W środę, 25 stycznia, sokołowski sąd wydał wyrok w tej sprawie. Uniewinnił Tomasza G. od zarzucanego mu czynu, a kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa. Słuchając ustnego uzasadnienia wyroku można było zadać pytanie: czy sędzia Michał Todorski jest w tej sprawie arbitrem, czy adwokatem oskarżonego? Podając ustne motywy takiego, a nie innego rozstrzygnięcia sędzia wdał się w szerokie i interesujące dywagacje. 
- Cała sprawa wkomponowana była w większą historię. Pan Tomasz G. zatrzymał Sławomira W. do kontroli drogowej, stwierdził, że ten znajdował się w stanie nietrzeźwości. Sprawa dotycząca zatrzymania toczyła się normalnym torem. Od tego czasu zaczęła się przyjaźń pana G. z panem W. – twierdził. - Dopiero po śmierci ujawniane zostały akty notarialne. Z zeznań świadków wynika właśnie przyjaźń. Sekcja zwłok Sławomira W. nic nie wykazała. To nie jest sprawa o mafijne zachowania, bo takie wrażenie się miało po czytaniu akt i słuchaniu zeznań świadków. To była sprawa o wycięcie drzew. Żeby ustalić kradzież, należy ustalić, że sprawca działał w celu zaboru czy przywłaszczenia cudzej rzeczy, był tego świadomy i nie było na to zgody pokrzywdzonych. Jeśli pokrzywdzony się zgodzi na to, że proszę, weź sobie moją rzecz, to nie ma przestępstwa. Nie może być kradzieży. Jeśli ja powiem panu sekretarzowi, niech pan idzie do pokoju i tam leży taka piękna złota zapalniczka, grawerowana, ze złota i pan sobie weźmie bo mam taki gest. Jeśli pan sekretarz pójdzie i przywłaszczy sobie zapalniczkę za moją zgodą, nie odpowiada za kradzież. Bez wątpienia żadnych dowodów w sprawie nie było, że W. nie zgodził się, żeby pan G. z jego lasu to drzewo wycinał. To wycięcie drzewa należałoby potraktować podobnie jak przepisanie majątku i zaciągnięcie pożyczki. Coś było na rzeczy, że W. się na to zgadzał, że zawarł akty notarialne, że podpisał umowę. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że W. zdawał sobie sprawę z tego, co robi. Pytanie, dlaczego się na to zgadzał, ale tej kwestii prokurator nie wyjaśnił i nie sformułował zarzutów. Nie wiem, dlaczego narodziła się przyjaźń między Sławomirem W. A Tomaszem G. Nie wie nikt. Możliwości może być kilka. Albo pan G. wie o panu W. coś, czego nikt z nas nie wie i to wykorzystał. Ale ja bym to raczej rozpatrywał w kategorii książki sensacyjnej, bo żadnych dowodów nie ma. Może nawet obiecywał złote góry, czego my się nie dowiemy na sali sądowej, bo treść tych rozmów znają tylko dwie osoby. Ja bym tu widział raczej wykorzystanie naiwności i umiejętność zamanipulowania panem W. co robią chociażby ludzie na pokazach garnków, że nie wiedzą, co robią. Przecież pan Witkowski nie miał nawet komu majątku przepisać, mówił że przepisze chrześnicy. Czy to nie było na zasadzie, że komu ma przepisać: no chrześnicy. Dzieci nie mam, to tylko ona mi została.

Będzie apelacja
Sędzia zaczął też opowiadać historię swojego kolegi z dzieciństwa, który wykopał puszkę z pieniędzmi. I w trakcie wygłaszania uzasadnienia zaczął słowny spór z pokrzywdzonymi
- Wycinka była w 2014, mamy 2017. Wszczynanie postępowania czy zawiadamianie kogokolwiek o możliwości popełnienia wykroczenia przez pana oskarżonego bądź jego ludzi na temat wycięcia drzewa bez pozwolenia z lasu mija się z celem, bo jest to przedawnione – powiedział również Michał Todorski. Sędzia zasugerował, że to pracownicy zajmujący się wycinką mogli sami przekroczyć granicę, a przed sądem „byli zainteresowani tym, żeby bronić się przed ewentualnymi zarzutami. 
- Jeżeli wiedzieli, że tną nie u W., gdzie mieli zgodę, a tną u sąsiada to im tego robić nie wolno i za to grozi kara więzienia - mówił.
- Jakim zatem cudem pień drzewa, który został u nas wycięty znalazł się na działce teścia pana G.? Przez pomyłkę to można wyciąć 2 drzewa, ale nie 100 – komentował na sali poszkodowany Krzysztof K.
 Wyrok nie jest prawomocny. - Prokuratura nie komentuje wyroków sądów. Ale w tej sprawie niezwłocznie zostały podjęte kroki w celu złożenie apelacji – powiedziała nam prokurator Krystyna Gołąbek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.

Tekst ukazał się w papierowym wydaniu Życia Siedleckiego z 27 stycznia 2017 r.

(BOŻENA GONTARZ)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (6)

AAAA

19 12

Cyrk to mimo wszystko delikatne określenie na to co tu jest opisane! 09:34, 27.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

arniarni

12 23

Pani Gontarz szuka sensacji podważając wyrok sądu. Obserwując wszystkie artykuły myślę, że jest bardzo stronnicza. Pisze wszystko przeciwko Policjantowi ponieważ nie przepada za mundurowymi.
Jedna sprawa domu nagłośniona przez Panią Gontarz została umorzona z braku dowodów w Prokuraturze gdzie Prokurator bardzo dokładnie badał sprawę ponad dwa lata.
Druga sprawa o drewno, również sensacja Pani Gontarz. Sędzia po bardzo drobiazgowym przeanalizowaniu sprawy (co było widać podczas ogłoszenia wyroku wiedział nawet o małych szczegółach sprawy, potrafił odpowiedzieć z pamięci na wszystkie pytania) uniewinnił Policjanta ze wszystkich zarzutów.
Teraz Pani Gontarz napisze artykuł: Policjant ma znajomości w Prokuraturze w Siedlcach i Sądzie w Sokołowie........
Ciekawe czy Pani Gontarz opublikuje mój komentarz...................? może opisuje niewygodną ale prawdziwą sytuację.



12:00, 27.01.2017

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

CiekawskiCiekawski

10 5

Skąd wiesz, że sędzia "co było widać podczas ogłoszenia wyroku wiedział nawet o małych szczegółach sprawy, potrafił odpowiedzieć z pamięci na wszystkie pytania".
Byłeś tam? Jako kto?
Dziennikarze są od tego żeby pisac o sprawach o których całe miasto aż huczy! 15:36, 27.01.2017


UżytkownikUżytkownik

Naruszono regulamin portalu lub zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.


Rudy WoźnyRudy Woźny

11 8

Duch Rudego Woźnego ciągle krąży po sokołowskim sądzie 21:06, 27.01.2017

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

ktośktoś

7 4

A niektórym teraz żal dupe ściska 17:30, 28.01.2017


REKLAMA
© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone