Choć potrzeba było na to aż kilkunastu miesięcy, Uniwersytet w Siedlcach nie ma już rektora. Decyzję dotyczącą prof. Minkiny, któremu zarzucano mobbing oraz niemoralne propozycje, podjął nie minister, a środowisko uczelni. Jak do tego doszło i co dalej?
Słoneczne czerwcowe przedpołudnie. Przed budynkiem Wydziału Nauk Humanistycznych Uniwersytetu w Siedlcach w oczy rzuca się soczysta zieleń drzew i krzewów. Ale żadna z mijających mnie osób nie ma czasu, by to zauważyć.
W środku gmachu atmosfera jest jeszcze gęstsza. Studenci gromadzą się przy drzwiach do sal. Słychać rozmowy, śmiechy. Do tego nerwowe przesuwanie palcami po ekranach telefonów i tabletów. Na stolikach piętrzą się puste papierowe kubki po kawie.
W oddali słychać brawa. Ktoś właśnie wyszedł z sali, pokazując uniesione kciuki. Reszta studentów nerwowo czeka na swoją kolej. Ci, którzy znikają za drzwiami, słyszą: „Powodzenia”. Wychodzący – pytanie: „Jak poszło?”. I tak co chwila…
Obrazek, jaki można zaobserwować zapewne na każdej uczelni wyższej w gorącym czasie sesji egzaminacyjnej. Tyle że na siedleckim uniwersytecie doszło właśnie do trzęsienia ziemi.
Bo inni milczeli
Wszystko zaczęło się w kwietniu 2025 r., gdy portal Wirtualna Polska opublikował tekst, który wstrząsnął światem akademickim. Prof. Mirosławowi Minkinie zarzucono wysyłanie wiadomości o charakterze seksualnym do pracownic, stosowanie mobbingu, składanie propozycji korupcyjnych oraz bezprawne wykluczenie kontrkandydatki z wyborów rektorskich.
Jedynym pracownikiem uczelni, który – podpisując się imieniem i nazwiskiem – zdecydował się skrytykować działania rektora UwS, był dr Marcin Chrząścik. Wcześniej należał do jego bliskich współpracowników. Cieszył się tak dużym szacunkiem sympatią i Minkiny, że został prodziekanem na Wydziale Nauk Społecznych. Zaproszono go również do nieoficjalnego sztabu wyborczego rektora. Ale 2 lata temu coś w nim pękło. Dziś mówi, że stało się to, kiedy jego przełożony złożył mu szereg niestosownych propozycji i finalnie doprowadzono do usunięcia z wyborów rektorskich kontrkandydatkę, Tamarę Zacharuk. – Postanowiłem, że nie będę wspierał człowieka, który nie wspiera demokracji – opowiada.
Propozycji nie przyjął – wycofał się z kampanii, przestał popierać swojego szefa. A w momencie, gdy, jak mówi, przełożeni podjęli wobec niego działania odwetowe, przerwał milczenie. – Ktoś musiał, a ja zrozumiałem, że lojalność wobec instytucji nie może oznaczać lojalności wobec jej nadużyć – tłumaczy. Jak dodaje, innych pokrzywdzonych powstrzymywały atmosfera strachu i wpływy prof. Minkiny, który jest pułkownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych i działał w wywiadzie.
Chrząścik uważa, że za swoją odwagę zapłacił wysoką cenę. Opowiada o kontrolach ZUS i Urzędu Skarbowego, o wynajętej agencji detektywistycznej, o próbach zastraszania i zrobienia z niego przestępcy.
Minister wchodzi do gry
Po publikacji minister nauki i szkolnictwa wyższego powołał rzecznika dyscyplinarnego, który miał zbadać słuszność zarzutów. Potem przez rok właściwie nic się w sprawie nie działo.
A jak zareagowały władze uczelni? Przez wiele miesięcy prezentowały stanowisko, według którego brak jest podstaw do wyciągania konsekwencji wobec prof. Minkiny. Rzecznik UwS Beata Gałek podkreślała, że uniwersytet na bieżąco współpracuje z organami wyjaśniającymi, przekazując obszerną dokumentację dotyczącą m.in. wyborów rektora i gospodarki finansowej.
W marcu tego roku, na zapytanie ministra nauki i szkolnictwa wyższego Marcina Kulaska o możliwość odwołania rektora zarówno Rada Uczelni, jak i Senat uznały, że „brak jest podstaw do podejmowania działań o charakterze sankcyjnym”. Oba organy powołały się wtedy na zasadę domniemania niewinności i brak oficjalnych ustaleń wskazujących na naruszenie prawa.
Trzęsienie ziemi zaczęło się 19 maja, dzień przed corocznym Świętem Uniwersytetu w Siedlcach. Ku zaskoczeniu wszystkich rektor został zawieszony przez ministra. Oznaczało to, że nie będzie mógł wystąpić podczas uroczystości w oficjalnym charakterze ani założyć togi. Jego obowiązki przejął prorektor ds. nauki, dr hab. Zbigniew Karczmarzyk.
Jeszcze bardziej zaskakujące było, że resort decyzję w tej sprawie przerzucił ma Uczelniane Kolegium Elektorów. To ono miała w ciągu 30 dni zdecydować, czy należy definitywne odwołać szefa uczelni. Minister powołał się na artykuły Kodeksu cywilnego, Kodeksu pracy i regulacji RODO. Rektor miał naruszyć między innymi przepisy chroniące godność pracowników, prywatność, tajemnicę korespondencji, a także zasady przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji.
Kilka dni po decyzji ministra nauki prof. Minkina wystosował do pracowników uczelni obszerny list otwarty. Jak napisał, nie zawiadomiono go o wszczęciu postępowania w tej sprawie, nie umożliwiono mu wglądu w materiał dowodowy i nie pozwolono złożyć wyjaśnień. Przypomniał też, że postępowanie dyscyplinarne wobec niego nie zakończyło się jeszcze prawomocnym rozstrzygnięciem. I poinformował, że zaskarżył decyzję ministra nauki do sądu administracyjnego.
58 przyzwoitych ludzi
Złożone z wykładowców, studentów, doktorantów i pracowników administracji kolegium rozpatrywało wniosek ministra 11 czerwca. I tu nastąpił kolejny wstrząs, którego nikt się spodziewał. Za odwołaniem rektora było aż 58 osób, przeciw – 46, a 7 się wstrzymało. Dzięki zaledwie 2 głosom ponad wymaganą bezwzględną większość Mirosław Minkina przestał pełnić funkcję.
Tego samego dnia do decyzji odniósł się minister. Jak podkreślił, to „rozumiane w najlepszy sposób wykorzystanie autonomii uczelni oraz kompetencji jej organów” do podejmowania decyzji służących uniwersytetowi i wspólnocie akademickiej.
– Nie wierzyłem, że kolegium odwoła rektora – przyznaje Marcin Chrząścik. – Wiedziałem, że pan Minkina ma w nim dużo zwolenników, ale też sporą liczbę przeciwników, ale nie potrafiłem oszacować, jakie są dokładne proporcje. Zaskoczenie było bardzo miłe – zaznacza. Bo, jak dodaje, w jego ocenie kilka lat temu wyborowi członków Uczelnianego Kolegium Elektorów towarzyszyły manipulacje i naciski. – Na całe szczęście nie wszyscy z nich kierują się własnymi korzyściami. Moim zdaniem, 58 przyzwoitych ludzi to bardzo ładny wynik – podkreśla Chrząścik.
Już nie rektor, ale…
Czy dla byłego już rektora ta decyzja to faktycznie trzęsienie ziemi? – Prof. dr hab. Mirosław Minkina pozostaje pracownikiem naukowo-dydaktycznym uczelni – informuje rzecznik prasowa UwS.
Dla Chrząścika ważniejsze są inne kwestie: – Jedno jest pewne: uchwała o odwołaniu została wykonana i mówiąc, żargonem prawniczym, skonsumowana. Nie da się jej zawiesić. Pan Minkina traci, przynajmniej formalnie, możliwość korzystania ze środków publicznych należących do uczelni i z obsługi prawnej, którą posiadał jako rektor. W ten sposób odbiera mu się pewien wachlarz możliwości, które posiadał jako rektor i które pomagały mu w piętnowaniu chociażby mnie i mojej rodziny. Teraz, jeśli będzie chciał chodzić po sądach, będzie musiał, jak każdy zwykły pracownik, sam za to płacić. A ja bacznie będę obserwował, czy nie wykorzystuje aparatu uczelni do prywatnych celów.
A czy odwołanie rektora Minkiny zapowiada kolejne wstrząsy? Jak informuje zespół prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, postępowanie wyjaśniające, które prowadzi rzecznik dyscyplinarny, ciągle trwa. Kiedy się zakończy, sprawą mogą zająć się inne organy, na przykład Komisja Dyscyplinarna przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a po nich prokuratura.
To dopiero początek
Uczelnia czeka na wybór nowego rektora. Kiedy to nastąpi? Beata Gałek podkreśla, że zgodnie z przepisami jego datę wyznaczy Senat Uniwersytetu. I dodaje, że do czasu rozstrzygnięcia wyborów obowiązki rektora wykonuje prorektor ds. nauki, dr hab. Zbigniew Karczmarczyk.
Sam Minkina nie może już kandydować – przepisy zabraniają trzeciej kadencji z rzędu. – Pytanie brzmi jednak, czy podejmie desperacką próbę zablokowania wyborów, które według ustawy powinny odbyć się niezwłocznie. Z mojego doświadczenia wynika, że on i jego najbliżsi współpracownicy potrafią wpadać na pomysły oderwane od rzeczywistości – komentuje Chrząścik.
A czy on – kamyczek, który spowodował tę lawinę – sięgnie po fotel rektora? – Nie ma takiej możliwości, nie interesuje mnie żadna kierownicza funkcja na tej uczelni w najbliższym czasie i nie mam zamiaru o taką się ubiegać – zapewnia. Dodaje przy tym, że jego działania dotyczące byłego już rektora nigdy nie wynikały z pobudek osobistych: – Robiłem to wyłącznie dla dobra uniwersytetu, gdzie w zasadzie się wychowałem, który kończyłem i na którym pracuję ponad 20 lat. Uczelnia jest wpisana w życie miasta, które kocham, tak jak kocham ten uniwersytet.
Jak mówi, jeśli dojdzie do uczciwych wyborów, gotów jest poprzeć „wartościowego” kandydata. – Chociaż tak naprawdę nie wiem, czy takie poparcie coś będzie znaczyło, czy nie zaszkodzi tej osobie – wyznaje. A zapytany o same wybory, podkreśla: – Dochodzą mnie słuchy, że ekipa rektora planuje pozostać przy władzy. Mam jednak nadzieję, że w tej „grze o tron” żaden przyzwoity człowiek nie da się naznaczyć wizerunkiem pana Minkiny. Bo, jak pokazało mi życie, większość ludzi, która dała się uwikłać w grę byłego rektora, na pewno na tym nie zyskała. I łatwo to policzyć.
Ale Marcin Chrząścik wie na pewno, że trzęsienie ziemi, które się dokonało, to dopiero początek. – Proces zmian na uczelni nie zakończy się na samej dymisji i może potrwać jeszcze wiele miesięcy – zauważa. I podsumowuje: – Odwołanie rektora wpłynie na uniwersytet oczyszczająco. Ale jest jeden warunek: społeczność akademicka zrozumie, że powinno zakończyć się nie tylko epizod rządów Mirosława Minkiny, ale i jego najbliższych współpracowników. I zacząć myśleć o nauce, studentach, grantach, współpracy międzynarodowej, a nie o sobie...

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz