Zamknij

Masakra alei lip piłą mechaniczną

14.23, 12.08.2022 KL
Skomentuj
REKLAMA

O tym, że wójt gminy Korytnica nie uważa, że na ochronę zasługują pomniki przyrody i kultury  świadczy sposób potraktowania w lipcu br. kilkudziesięciu lip rosnących wzdłuż polnej drogi łączącej wsie Pniewnik i Wielądki.  

Nie jest to pierwsza próba wójta pozbycia się lip rosnących na terenie gminy. Kilka lat temu jedynie dzięki determinacji mieszkańca wsi Decie oraz wspierającego go pisma lokalnego udało się uratować lipy rosnące wzdłuż drogi ze wsi Roguszyn do wsi Decie. 

Decyzja dotycząca realizowanej barbarzyńską metodą wycinki na drodze z Pniewnika do miejscowości Wielądki wzbudziła naturalne oburzenie mieszkańców proszących lokalne media o interwencje i pomoc. Także nasza redakcja uznała, że temat zasługuje na prezentację, gdy grozi nam ryzyko wycinki cennych drzew w ramach akcji „zbierania chrustu”, który ma zastąpić brakujący na składach i drożejący węgiel, gaz i olej.  

Z opublikowanego przez lokalne pismo opisu poczynionych szkód wśród drzew lipowych na polnej drodze między wsiami Pniewnik i Wielądki wynika, że do tej godnej potępienia „roboty” przyłożył się wykonawca polecenia wójta. Zarówno on jak i osoba  zlecająca mu te prace zlekceważyli obowiązujące przepisy o ochronie przyrody oraz uznali, że ich działanie jest bezkarne. Powagę sytuacji i skalę zniszczeń oddaje widok zniszczonych drzew, który robi smutne wrażenie. Inspirujące jest pytanie, jak łatwo niektórym włodarzom podejmować bezkarnie podobne decyzje. Szkoda tylko, że autor opisu skoncentrował się na estetycznych efektach zarządzonego przez wójta zniszczenia alei. Sprawa ma jednak poważne aspekty odpowiedzialności prawnej za dokonane szkody.

Jeden  z cytowanych w artykule  mieszkańców tak mówi o zniszczonej alej lipowej, która miała około 60 lat. Sadziły ją wówczas  dzieci z miejscowej szkoły: „To była piękna lipowa aleja. Teraz wygląda to wszystko strasznie, patrzeć się nie da”. 

Przerażać musi deklaracja wójta, że ta „robota nie została jeszcze zakończona i że wszystko będzie poprawione” oraz dalej, że „rozmawiałem z wykonawcą i powiedział mi, że teraz piłą poobcinają te kikuty i wszystko będzie dobrze”. 

Rodzi się pytanie czy  planowane „poprawianie” piłą opisanych zniszczeń nie będzie  skutkować jeszcze większymi stratami w tym drzewostanie? Czy nie jest to działanie maskujące już dokonane zniszczenia? O braku zdolności wójta do oceny szkód jakie wyrządziła jego decyzja świadczą również jego słowa, że „może to teraz i niezbyt pięknie wygląda, ale najpierw musi być brzydko, żeby później było ładnie”. 

Takie metody działań, których celem jest to „żeby później było ładnie” można uznać za oryginalne  i nowatorskie, ale my, podobnie jak mieszkańcy oczekujemy zainteresowania się sprawą władz powiatowych i samorządu mazowieckiego, które wśród swoich zadań mają sprawy ochrony przyrody. Miejmy nadzieję, że to ograniczy negatywne skutki podobnych działań. 

Sprawy nie jest wstanie wyjaśnić miejscowa rada gminy, która nie znalazła odwagi na ocenienie działań wójta i wykonawcy na posiedzeniach odbytych 29 lipca i 11 sierpnia br. Na tym ostatnim zebraniu jedynie radna Lidia Rowicka zdobyła się na poinformowanie radnych o zaistniałym fakcie oraz zadać pytania dotyczące kosztów i terminu „asfaltowania” drogi wzdłuż której zniszczono drzewostan.

Odpowiedź wójta, że nie wie jaki będzie koszt i kiedy zadanie to będzie włączone do planów jedynie potwierdziła ocenę, że ta deklaracja miała w nieudolny sposób usprawiedliwić jego fatalną w skutkach decyzję. Sam wójt zresztą przyznał, że „droga przy której przycięto lipy, jest na tyle szeroka, że swobodnie powinny minąć się ciągniki z przyczepami”. 

Jaki więc był prawdziwy cel zleconej dewastacji lipowej alei spróbujemy wspólnie odpowiedzieć z zainteresowanymi ochroną przyrody czytelnikami i organizacjami.

(KL)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (4)

zatroskanyzatroskany

2 0

"Kultura osobista i troska o mieszkańców" wójta jest powszechnie znana. Dlaczego ma być inna wobec przyrody. Chciał jako pierwszy pozbierać chrust , aby dostać pochwałę senator Koc, a może tekturkę od pani Elżbiety Lanc i Struzika . 15:15, 12.08.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

wstrząśnięty bezmyślwstrząśnięty bezmyśl

2 0

Dobrze, że walicie prosto z mostu, a nie kluczycie jak inni. To wielki skandal . Rodzi się pytanie kto wybrał i kto wspiera takiego wójta ?Od lat jest ulubieńcem i dostawał od marszałka Struzika środki na ochronę środowiska. Nikt nie zainteresował się jak jest w gminie naprawdę. A PiS chce jeszcze o rok wydłużyć takim samorządowcom kadencje. O radzie gminy Korytnica lepiej nie mówić .Sami potakiwacze. 16:37, 12.08.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

węgrowiak węgrowiak

1 0

Tego jeszcze nie było. Wójt z piłą dba o to żeby "było ładnie" pościnane .Chyba podejmował decyzję i tak mówił po kilku browarach. 18:22, 12.08.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

rolnikrolnik

1 0

Bezmyślność i arogancja tego wójta jest godna potępienia . Ciekawe czy sprawa będzie zamieciona pod dywan jak zatrucie Odry. Ryba śmierdzi od głowy. 12:14, 13.08.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
0%