Topniejący śnieg zamienia pobocza wielu siedleckich ulic w rwące strumienie. Kierowcy nie tylko nie zwalniają przed kałużami, ale często wjeżdżają w nie z impetem. Efekt? Błotne fontanny trafiają w przechodniów. – To upokarzające – mówi jedna z mieszkanek, która musiała iść do pracy w mokrej i brudnej kurtce. Co piesi mogą zrobić w takiej sytuacji?
Odwilż sprawiła, że brudna maź spływa z chodników na drogi, tworząc rozległe kałuże. Płynąca jezdniami woda często trafia spod kół samochodów wprost na przechodniów.
Wielu kierowców nie tylko nie zwalnia przed rozlewiskami, ale wręcz je ignoruje. Piesi, którzy idą chodnikami, nierzadko muszą liczyć na łut szczęścia. Zdarzają się też sytuacje, w których – jak mówią świadkowie – kierowca zamiast ominąć kałużę, wjeżdża w nią z impetem, jakby robił to celowo.
Do pracy w brudnej kurtce
Do redakcji „Życia” zadzwoniła zbulwersowana Czytelniczka, która opisała swoją historię z ul. Brzeskiej. Szła chodnikiem, gdy nadjeżdżający duży i ciężki samochód nie zwolnił i z dużą prędkością wpadł w kałużę. – To była fontanna wody zmieszanej z błotem – opowiada. Jak podkreśla, została ochlapana od stóp do głów. Kobieta nie miała gdzie odskoczyć. Wzdłuż chodnika znajdują się bowiem ogrodzenia posesji, które ograniczają możliwość ucieczki w bok. Jak dodaje, jedna chwila zamieniła się w upokarzającą sytuację. – Musiałam iść do pracy w mokrej i brudnej kurtce. Nie zdążyłam też zapisać numerów rejestracyjnych samochodu –dodaje kobieta.
Komentuje też: – Kierowcy zapominają, że poza nimi ktoś jeszcze porusza się po mieście. Czy tak trudno zwolnić, żeby nie ochlapać pieszego, nie zniszczyć mu odzieży, nie zepsuć dnia?
A na koniec apeluje do kierowców o zdjęcie nogi z gazu przed rozlewiskiem i odrobinę wyobraźni. - Dla pieszego to często różnica między normalnym powrotem do domu, a przymusowym „prysznicem” w błocie pośniegowym – podsumowuje kobieta.
Od mandatu do pozbawienia wolności
Ochlapanie pieszego to nie tylko kwestia kultury jazdy, ale również potencjalne wykroczenie, za które można zostać ukaranym. Pieszy może zgłosić sprawę na policję, podając dane pojazdu. W takiej sytuacji kluczowe mogą okazać się nagrania z monitoringu lub zeznania świadków.
Zgodnie z art. 124 § 1 Kodeksu wykroczeń, ochlapanie pieszego może zostać zakwalifikowane jako zniszczenie mienia, jeśli ucierpi jego odzież. W takim przypadku policjant ma prawo nałożyć mandat w wysokości od 20 do nawet 5 tys. zł, o ile wartość strat nie przekracza 800 zł. Kiedy straty są większe, sprawa może zostać zakwalifikowana jako przestępstwo z artykułu 288 Kodeksu karnego. Wówczas kierowca może spodziewać się wyższej kary – od grzywny, przez prace społeczne, aż po karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz