Rok temu cała Polska żyła szokującymi zarzutami wobec rektora Uniwersytetu w Siedlcach. Resort nauki obiecywał priorytetowe śledztwo. Sprawa jednak utknęła w martwym punkcie, a rektor wciąż pojawia się na salonach. – To policzek dla nas – mówi jeden z mieszkańców.
Siedlce, 3 maja. Słońce świeci, a skwer Kościuszki tętni życiem. Od rana gromadzą się na nim mieszkańcy. Najmłodsi z nich, zniecierpliwieni machają biało-czerwonymi chorągiewkami. – Przyszedłem z wnukiem, aby lepiej zrozumiał historię i zobaczył, jak to święto jest dla nas ważne – opowiada pan Zbigniew, emerytowany nauczyciel, który skontaktował się z redakcją „Życia”.
Jakby nic się nie stało?
Po jakimś czasie do Siedlczan dołączają inni uczestnicy uroczystości, którzy po mszy w intencji ojczyzny przeszli od katedry z Orkiestrą Wojskową na skwer. Są władze miasta, duchowieństwo i przedstawiciele instytucji. A wśród nich rektor UwS prof. Mirosław Minkina.
– Kiedy go zobaczyłem obok władz miasta, zdębiałem – przypomina sobie nasz rozmówca. Jak dodaje, rektor został oficjalnie powitany przez prowadzącego uroczystość, a potem składał kwiaty przed pomnikiem. – To policzek dla mieszkańców. Po tak poważnych oskarżeniach ten człowiek cały czas bryluje na salonach – nie kryje oburzenia pan Zbigniew.
Jak zauważa, to nie pierwsza taka sytuacja: – Wszyscy ważni w tym mieście zachowują się tak, jakby nic się nie stało. Dziwię się, że taki ktoś cały czas jest na stanowisku. Wydawało mi się, że dni Minkiny jako rektora są policzone.
„Priorytetowo”, a czas minął
Przypomnijmy: czarne chmury nad głową szefa siedleckiej uczelni zawisły pod koniec kwietnia ubiegłego roku. W tekście opublikowanym na portalu Wirtualna Polska opisano, że Mirosław Minkina miał wysyłać do pracownic uczelni wiadomości o charakterze seksualnym, stosować mobbing, składać propozycje korupcyjne i doprowadzić do wykluczenia rywalki z wyborów rektorskich.
Reakcja ze strony Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na te doniesienia była natychmiastowa. W dniu publikacji artykułu wiceszefowa resortu Karolina Zioło-Pużuk w obszernym wpisie na portalu X zapowiedziała zbadanie sprawy i wyciągnięcie konsekwencji. Podkreśliła przy tym, że przytoczone w tekście wydarzenia i zachowania rektora UwS wymagają niezwłocznego wyjaśnienia, a w MNiSW „ta sprawa będzie traktowana priorytetowo”.
Kilka dni później do akcji wkroczył powołany przez ministerstwo nauki rzecznik dyscyplinarny. Przygotował nawet raport – jeszcze wiosną tego samego roku. Ale resort stwierdził, że zawiera on „błędy formalne” i nie oddaje rzeczywistości. Decyzja: zmiana prowadzącego sprawę.
Nowy rzecznik rozpoczął pracę dopiero w październiku, pół roku po wybuchu skandalu. Miał przesłuchać świadków, zgromadzić materiał dowodowy i w razie potrzeby zasięgnąć opinii biegłych. Ale w kolejnych miesiącach do przestrzeni medialnej nie docierały informacje o efektach jego pracy.
Zniecierpliwiona grupa pracowników UwS, którzy otwarcie krytykowali rektora uczelni – m.in.: dr Marcin Chrząścik, prof. Barbara Biesiada-Drzazga i dr hab. Beata Walęciuk-Dejneka, w połowie lutego zwołała konferencję w Sejmie. Z ich ust padły zarzuty o bezczynność resortu nauki i działania odwetowe wobec krytyków władz uczelni. Podejrzewali, że sprawa będzie rozmywana i skończy się najwyżej naganą dla rektora. Jak można było usłyszeć podczas konferencji, miałoby to mieć związek z faktem, że resortem nauki rządzi Lewica, z której środowiska wywodzi się Minkina. Sygnaliści zaapelowali też o jak najszybszą i proporcjonalną do wagi problemu reakcję rządu.
Na zakończenie sprawy rzecznik dyscyplinarny miał 6 miesięcy. Ustawowy czas minął więc z końcem marca. Do tej pory nie ma oficjalnego raportu czy decyzji z jego strony.
Działania były, zarzutów brak
Zapytaliśmy uczelnię, co działo się od czasu powołania rzecznika dyscyplinarnego. Jak mówi dr Beata Gałek, rzecznik prasowy Uniwersytetu w Siedlcach, uczelnia współpracuje z organami prowadzącymi postępowania wyjaśniające oraz na bieżąco przekazuje niezbędne informacje i dokumenty. – Przedłożono również obszerne materiały dotyczące m.in. procesu wyboru rektora, gospodarowania mieniem uczelni oraz wydatkowania środków publicznych – informuje.
Jak dodaje, już w maju 2025 r. pracownicy Uniwersytetu spotkali się z rektorem, który przedstawił wyjaśnienia i odpowiadał na pytania. Z kolei w marcu tego roku minister poprosił Radę Uczelni oraz Senat Uniwersytetu o informację, czy mają one zamiar zastosować art. 27 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, który mówi o zasadach odwołania rektora ze stanowiska. – Oba organy uznały, że na obecnym etapie prowadzonych postępowań brak jest podstaw do podejmowania działań o charakterze sankcyjnym wobec prof. Mirosława Minkiny. Jednocześnie podkreślono, iż wszystkie okoliczności sprawy powinny zostać wyjaśnione w ramach obowiązujących procedur, z zachowaniem zasad rzetelności i obiektywizmu – podkreśla rzecznik.
Zaznacza przy tym, że dotychczas nie przedstawiono uczelni ustaleń wskazujących na naruszenie obowiązujących przepisów prawa. A czy uczelnia wie, kiedy zakończy się postępowanie rzecznika dyscyplinarnego w sprawie rektora? Beata Gałek odpowiada: – Nie posiadamy takich informacji. Harmonogram dalszych czynności pozostaje w kompetencji właściwych organów prowadzących sprawę.
Pani rzecznik podkreśla, że uniwersytet traktuje sprawę z należytą powagą: jest w stałym kontakcie z właściwymi organami i jeśli zajdzie konieczność, będzie przekazywać im informacje niezbędne dla wyjaśnienia sprawy. – Zależy nam na pełnym i rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich okoliczności, przy zachowaniu transparentności oraz standardów właściwych dla instytucji publicznej – kończy.
Nikomu to nie służy
Po ponad roku postępowania wyjaśniające w sprawie rektora wciąż trwają. – Nie dziwi mnie, że resort nauki nie robi za dużo, bo generalnie cały rząd nie robi dużo w żadnej sprawie. Kadra zarządzająca państwem jest pożałowania godna. Podobnie z ministerstwem nauki – stwierdza bez ogródek Łukasz Kalaciński. To działacz Konfederacji, który niedawno zamieścił w mediach społecznościowych krótkie nagranie zatytułowane „Skandal na UWS – nic się z tym nie dzieje”. – Pani wiceminister zaraz po ujawnieniu skandalu popełniła duży wpis, że szybko zajmą się sprawą i zaczynają dochodzenie. Minął rok i nie zadziało się nic. Tak funkcjonuje nasz rząd: robi tylko szum, a nie ma żadnych działań – dodaje w rozmowie z nami. Zdaniem Kalacińskiego, powodem braku działań jest to, że rektor był pułkownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych, więc „na pewno ma bardzo duże koneksje”. – Poza tym jest związany ze środowiskiem lewicowym. A Lewica jest przecież w obozie rządzącym – zauważa.
Na opieszałość w działaniach ministerstwa wskazuje także Maciej Drabio, radny Rady Miasta Siedlce i szef struktury siedleckiej Nowej Lewicy. Przyczyn nie szuka jednak w politycznych powiązaniach. – Rozumiem, że ministerstwo stara się postępować zgodnie z literą prawa, stąd czasochłonność. Można stwierdzić jedno: resort nie jest pomocny w rozwiązaniu tej sprawy w jakikolwiek sposób, a powinien być – przyznaje Drabio. – Oczekuję od ministerstwa skutecznego zajęcia się sprawą w celu rozwiązania problemu. Powinno wysłać czytelny sygnał – dodaje radny. Zaznacza też: – Moim zdaniem uniwersytet i środowisko akademickie musi samo poradzić sobie z tym problemem. Jeżeli tego nie zrobi, poważnie ucierpi.
Podobnie uważa Robert Chojecki, przewodniczący Rady Miasta Siedlce: – Obecny stan rzeczy nie służy nikomu, a na szybkim rozstrzygnięciu sprawy zależy wszystkim uczestniczącym stronom. Dlatego zupełnie niezrozumiałe jest przedłużające się postępowanie.
Domniemanie niewinności
Na uczelni pojawiają się jednak głosy, że przez ten rok coś się zmieniło. – Rektor przestał zachowywać się jak udzielny książę i wyhamował z dwuznacznymi zachowaniami wobec podwładnych – mówi anonimowo jeden z pracowników.
Dla pana Zbigniewa to jednak zdecydowanie za mało. Jego zdaniem, rektora powinien objąć ostracyzm ze strony uczestników życia publicznego. – Dla mnie to niepojęte, że w obliczu tak poważnych publicznych oskarżeń włodarz uczelni bez skrępowania afiszuje się na miejskich uroczystościach. Staje w pierwszym rzędzie, każdy z nim się wita – zauważa. Jak ocenia, zapraszanie Minkiny na państwowe uroczystości jest po prostu rażąco nie na miejscu. Pyta wprost: – Jak to możliwe, że lokalne elity wciąż legitymizują obecność kogoś z zarzutami obyczajowymi i zapędami antydemokratycznymi na najważniejszych państwowych świętach?
Przewodniczący rady miasta rozumie te emocje, ale wskazuje na zasady prawa: – Sprawa wciąż się toczy, sytuacja na uczelni jest monitorowana, a prokuratura nie postawiła dotychczas żadnych oficjalnych zarzutów karnych. W tej kwestii prawnej musimy stosować art. 42. Konstytucji RP, czyli zasadę domniemania niewinności. A ta wykłada wprost, że dopóki wina nie zostanie udowodniona prawomocnym wyrokiem, każdy jest niewinny. Oczywiście brak formalnych zarzutów nie oznacza niewinności, ale ostracyzm wobec osoby, której nie postawiono zarzutów karnych, jest nadużyciem i formą przemocy społecznej.
Jak dodaje, jeśli Minkina jest zapraszany na miejskie uroczystości czy sesję, to z uznania dla UwS jako instytucji ważnej dla miasta i szacunku dla społeczności akademickiej. – Uniwersytet posiada własną osobowość prawną, strukturę i autonomię, dlatego nawet ewentualne zarzuty wobec jakiegokolwiek pracownika uczelni nie oznaczają delegitymizacji uczelni – zaznacza Robert Chojecki.
Podobnie myśli radny Drabio. – Rektor to przedstawiciel uczelni. Kiedy nie podam mu ręki, ktoś może powiedzieć, że nie szanuję całej społeczności akademickiej. Nie mamy mandatu do oceny, dopóki nie zapadnie oficjalne rozstrzygnięcie – mówi. – Sprawa jest trudna dla wszystkich: władz miasta, uczelni, mieszkańców. I nie tworzy dobrego wizerunku uczelni poza Siedlcami. Zamiast pochwał za badania, słyszymy o skandalu.
Bezkompromisowy w tej sprawie jest za to Łukasz Kalaciński. Przyznaje krótko: – Taki człowiek powinien być na wszystkich wydarzeniach traktowany jak persona non grata, a nie gość honorowy.
Po czym wyjaśnia: – Rektor to funkcja publiczna, która wzbudza szacunek społeczny. Powinni je zajmować ludzie nieskazitelni, dający przykład zachowania, przykład swoim życiem. A zachowanie rektora Minkiny pozostawia bardzo dużo do życzenia, żeby nie powiedzieć: jest karygodne. Tego typu człowiek nie powinien zajmować takiego stanowiska.
Wśród niektórych pracowników uczelni można usłyszeć podobne głosy: – Człowiek honoru sam by się wycofał, poczekał do wyjaśnienia sytuacji i nie narażał dobrego imienia uczelni byciem na świeczniku. Tymczasem uczelnia udaje, że wszystko jest w porządku. Ludziom nie podoba się, że renoma uczelni jest wystawiana na szwank.
„Życie” skontaktowało się z kilkoma pracownikami uniwersytetu, którzy otwarcie krytykowali zachowania rektora, choćby podczas konferencji w Sejmie. Nikt z nich nie chciał się jednak wypowiedzieć. Zasłaniali się m.in. trwającym postępowaniem sądowym czy względami osobistymi.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz