Ma zaledwie 5 lat, a życie zdążyło już boleśnie go doświadczyć. Zamiast beztroski – choroba, strach i codzienna walka o każdy krok. Szymon Kowalczyk z Kotunia choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Dziś pojawiła się nadzieja – terapia genowa. By ją wykorzystać, potrzeba jednak ponad 16 milionów złotych.
Są historie, które łamią serce już od pierwszego zdania. Takie, przy których trudno uwierzyć, że dotyczą kilkuletniego dziecka.
Początek trudnej drogi
Historię Szymka opowiada jego babcia – dziś nie tylko najbliższa osoba, ale także jego opiekun prawny. Razem z dziadkiem stworzyli mu dom, bezpieczeństwo i namiastkę normalności, kiedy świat chłopca zaczął się rozpadać. Bo życie nie było dla niego łagodne. Szymek urodził się zdrowy. Nic nie zapowiadało dramatu, który miał nadejść. Jednak z czasem coś zaczęło się zmieniać. Nie przybierał na wadze, jego nóżki stawały się coraz bardziej szczupłe, jakby brakowało im siły. Niepokój narastał z każdym tygodniem.Dziadkowie – znając historię rodziny – od razu powiedzieli lekarzom o chorobie, na którą chorował bliski krewny chłopca. Diagnoza była bezlitosna. Dystrofia mięśniowa Duchenne’a. Choroba, która po cichu odbiera dziecku sprawność, niezależność, a z czasem – możliwość samodzielnego życia.Jakby tego było mało, los postawił przed Szymkiem kolejną przeszkodę. W wyniku trudnej sytuacji rodzinnej trafił pod opiekę dziadków, którzy zostali jego prawnymi opiekunami. To oni dziś walczą o jego każdy dzień. – Obiecaliśmy, że nigdy się nie poddamy – mówi Agata, babcia chłopca.
Walka z czasem
Kiedy chłopiec trafił do nich w sierpniu 2024 roku, jego stan był bardzo ciężki. Nie mówił. Nie chodził. Był wycofany, zamknięty w swoim świecie, jakby już wtedy wiedział, że jego życie nie będzie takie jak innych dzieci. Ale oni się nie poddali.Codzienna rehabilitacja, godziny ćwiczeń, ogrom cierpliwości i miłości zaczęły przynosić efekty. Dziś Szymek chodzi – niepewnie, zawsze z czyjąś pomocą, ale idzie. Zaczyna też się komunikować. To małe kroki, które dla tej rodziny znaczą wszystko. Jednak dystrofia nie daje wytchnienia.Z każdym miesiącem mięśnie słabną. To, co dziś jest możliwe, jutro może stać się niemożliwe. Schody są wyzwaniem. Samodzielny krok – ryzykiem. Bieganie? To już bardziej marzenie niż plan.Codzienność Szymka to rehabilitacja, wizyty u specjalistów, terapia i nieustanna czujność. W przedszkolu ma wsparcie psychologa i zajęcia terapeutyczne. Poza nim – logopeda i intensywna rehabilitacja kilka razy w tygodniu. I choć dziadkowie robią wszystko, co w ich mocy, wiedzą jedno – sami nie udźwigną tego ciężaru. Tylko jedno z nich może pracować. Drugie musi być przy Szymku cały czas. Bo on nie może zostać sam.
Światło nadziei
A jednak w tej historii pojawiło się światło. W marcu tego wydarzyło się coś, na co rodzina czekała z nadzieją i lękiem jednocześnie. Szymek został zakwalifikowany do terapii genowej.To nie jest zwykłe leczenie. To jedyna realna szansa, by zatrzymać chorobę. By dać mu przyszłość. By zatrzymać moment, w którym jeszcze może chodzić, jeszcze może się rozwijać. – To najpiękniejsza wiadomość, jaką mogliśmy usłyszeć – przyznaje babcia. Dla Szymka to realna szansa na przyszłość, na samodzielne kroki, na normalne dzieciństwo. Niestety, ta nadzieja ma swoją cenę. Ponad 16 milionów złotych. Kwota niewyobrażalna. Przytłaczająca. Dla jednej rodziny – nieosiągalna.
Apel o wsparcie
A przecież mówimy o dziecku. Dziecku, które i tak już dostało od życia więcej bólu, niż powinno. Które zamiast beztroski zna strach, wysiłek i ograniczenia. Dlatego dziś ta historia to nie tylko opowieść o chorobie. To apel.Szymon jest dla nas bardzo ważną osobą – wspaniałym, dzielnym dzieckiem, które potrzebuje wsparcia i pomocy wielu ludzi o dobrych sercach. Chcielibyśmy, aby jego historia dotarła do jak najszerszego grona odbiorców. Z całego serca prosimy o pomoc. Wierzymy, że dzięki Państwa wsparciu uda się poruszyć serca innych i zachęcić ludzi do pomocy. Każde udostępnienie, każda wpłata, każde dobre słowo mają ogromne znaczenie. Niech Szymek choć raz zobaczy, że po drugiej stronie są ludzie pełni dobra, którzy potrafią podać rękę i dać serce na dłoni - mówi ciocia chłopca.Obok niego stoi rodzina – dziadkowie, którzy są jego opiekunami prawnymi, i ciocia Weronika, wujek Kamil oraz ciocia Natalia z Lilusią – gotowi walczyć o jego każdy dzień i wspierać go całym sercem. Ale sami nie są w stanie tego udźwignąć. Dlatego teraz potrzebna jest każda pomoc z zewnątrz.
Zbiórkę można wesprzeć tutaj: https://www.siepomaga.pl/szymon-kowalczyk
Odwiedź Szymka i zaobserwuj jego profil na fb: https://www.facebook.com/szymondmd oraz do grupy grupy, w której odbywają się licytacje fantów: https://www.facebook.com/groups/dlaszymona/
To wyścig z czasem. A Szymek nie może go przegrać.
Od redakcji
Chociaż mamy niewiele, dzielimy się tym, co mamy, i nie raz udowodniliśmy, że nadzieja przychodzi do człowieka razem z drugim człowiekiem. Nie zostawmy tego 5-latka z Kotunia samego – pokażmy, że wspólnie możemy dać mu szansę na dzieciństwo, na ruch, na życie.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz