Zamknij
REKLAMA

Rocznik Sokołowski, czyli kryzys badań i wydawnictw regionalnych

20:30, 12.09.2020 | L.K
Skomentuj
REKLAMA

„Dokumentowanie przeszłości miasta i powiatu, prowadzenie nowych badań historycznych oraz ich publikacja” , to według władz miasta Sokołów Podlaski najważniejszych cele jakie miał spełniać „Sokołowski Rocznik Historyczny”.

W 2013 r. ukazał się jego pierwszy numer. Cztery lata później  w Sokołowskim Ośrodku Kultury odbyła się promocja IV i jak dotychczas ostatniego tomu tego cennego pisma popularno- naukowego. Wówczas to mieszkańcy Sokołowa Podl. mieli okazję wysłuchać wystąpień 11 autorów tekstów opublikowanych w Roczniku. W wystąpieniach obecnych na prezentacji oficjeli podkreślano, że każda z publikacji zamieszczanych w kolejnych tomach pisma jest źródłem cennych informacji na temat dziejów miasta i okolicznych miejscowości. Sygnały od sokołowskich miłośników historii zainspirowały nas do zadania burmistrzowi pytania czy władze miasta zrezygnowały z kontynuowania tej cennej inicjatywy wydawniczej. W dniu 2 września otrzymaliśmy odpowiedź Krzysztofa Dąbrowskiego, zastępcy burmistrza Sokołowa, że w 2020 roku nie ukaże się kolejny tom Rocznika, ale miasto powróci do niej w kolejnych latach. Nadal nie wiemy co jest przyczyną kryzysu pisma w składzie którego rady programowej są tak prominentne i kompetentne osoby jak senator Maria Koc, J.E.Ks. Biskup Antoni Pacyfik Dydycz, burmistrz Bogusław Karakula, dr Edward Kopówka  dyrektor muzeum w Treblince, mgr Roman Postek  dyrektor Muzeum w Liwie, i znany badacz regionalista oraz przewodniczący rady powiatu sokołowskiego mgr Jacek Odziemczyk. Autorami zamieszczanych na łamach Rocznika artykułów było wielu znanych badaczy regionalistów i miłośników historii z Sokołowa oraz rożnych o środków akademickich. Pismo miało szanse być ważną pomocą dla nauczycieli historii oraz popularyzatorów wiedzy historycznej. Podobny kryzys jak rocznik sokołowski przeżywają inne cenne pisma naszego regionu. Przeżywało je pismo „Rocznik Kałuszyński”. Opóźnia się wydanie dziesiątego tomu „Rocznika Liwskiego”. Od kilku lat nie ukazują się „Zeszyty Korytnickie” na łamach których publikował zasłużony dla regionu świętej pamięci profesor Arkadiusz Kołodziejczyk. Jego inicjatyw badawczych nad historią Węgrowa i powstaniem styczniowym na tym terenie nie kontynuują władze tego miasta i powiatu oraz miejscowego towarzystwa regionalnego. Preferowane przez poprzednie i obecne władze samorządowe, a także miejscowe stowarzyszania,  takie jak LGD” Bądźmy Razem” są foldery i plakaty oraz kosztowne albumy, którymi można pochwalić się przed wojewódzkimi i centralnymi notablami. Przykładem braku troski władz tego stowarzyszenia oraz wójtów z tego powiatu było zaprzestanie wydawania gazety docierającej do kilku tysięcy czytelników. Niedostateczne jest  wsparcie dla inicjatyw promujących studia i publikacje regionalne ze strony samorządu województwa mazowieckiego. Jego zarząd, podobnie jak wielu burmistrzów i wójtów  nie szczędzi natomiast środków na różne imprezy masowe, które w ich przekonaniu są najbardziej skuteczną formą zdobywania popularności i zjednywania przychylności wyborców. Nasi rozmówcy podają wiele przykładów preferencji w polityce tych samorządów. Dużo łatwiej jest zyskać finansowe wsparcie urzędu marszałkowskiego na sprowadzenie zespołu muzycznego na dożynki gminne niż publikację lub projekt edukacyjny. Bardzo małe grono badaczy regionalistów znalazło się w gronie nagrodzonych nagrodą marszałka Adam Struzika. W powiecie węgrowskim negatywnie komentowana była sytuacja sprzed wyborów samorządowych. Do nagrody marszałka zgłoszony przez władze powiatu był autor kilkudziesięciu publikacji naukowych i popularnych popularyzujących historie regionu oraz inicjator kilku ważnych inicjatyw kulturalnych i turystycznych. Nagrodę uzyskał zespół taneczny, bardziej pomocny w kampanii do sejmiku i gminy, którą prowadziły na terenie powiatu osoby zasiedziałe w  samorządowych władzach. Inny nasz rozmówca zwraca uwagę, że nie tylko miłośnicy historii i przedstawiciele innych dyscyplin humanistycznych są tak traktowani. Przykładem może być ostatnio ogłoszony przez zarząd województwa mazowieckiego konkurs dla firm i naukowców mogących wykazać się osiągnięciami innowacyjnymi. Nagrody dla osób z doktoratem, które mogą wykazać się innowacjami są o jedną trzecią mniejsze od nagród dla firm. Organizatorzy konkursu podkreślając, że samorząd województwa od lat stawia na potencjał innowacyjnego regionu. Szybki rozwój gospodarczy jest możliwy jedynie z wykorzystaniem wiedzy, badań naukowych i nowych technologii” i dlatego organizują  konkurs, którego celem  jest wspieranie i promowanie postaw proinnowacyjnych oraz budowanie świadomości wśród mieszkańców Mazowsza. W konkursie  o dwóch kategoriach: "Innowacyjna Firma" oraz "Innowacyjny Naukowiec" w tej drugiej kategorii mogą brać udział naukowcy z zakończonym przewodem doktorskim lub stopniem doktora uzyskanym w ciągu ostatnich 4 lat. Przedmiot zgłoszonej w konkursie pracy powinien  stanowić innowacyjne rozwiązania możliwe do wdrożenia w praktyce gospodarczej. Dobre samopoczucie organizatorów wyraża przekonanie że konkurs i „atrakcyjne” nagrody to właściwy  „sposób na pogłębienie współpracy między sferą biznesu i nauki” i  szansa dana  młodym naukowcom.  Zwycięzcy w kategorii "Innowacyjna Firma" mają otrzymać za: I miejsce - 30 tys. zł , II miejsce 20 tys. zł oraz III miejsce 15 tys. zł .  "Innowacyjny Naukowiec": I miejsce 20 tys. zł, II miejsce 15 tys. zł i III miejsce 10 tys.  zł. Nagrody w obu kategoriach są w porównaniu z nagrodami innych samorządów nie najniższe, ale nie większe niż wielu wójtów dostaje od tego samorządu na sprowadzenie zespołu muzycznego na dożynki lub inną masową imprezę. Nie wiemy także czy od sumy wszystkich nagród w obu kategoriach nie będzie większy budżet na towarzyszące konkursowi działania o których mówi komunikat samorządu wojewódzkiego, takie jak   „wsparcie eksperckie, indywidualny mentoring w zakresie oceny potencjału biznesowego projektu, itp. Tak szeroki zakres tych prac budzić musi ciekawość w sytuacji, gdy w konkursie maja być oceniane prace innowacyjne i „innowacyjne rozwiązania możliwe do wdrożenia w praktyce gospodarczej”. 

Powracając do głównego tematu należy zauważyć, że od  kilku lat maleje liczba konferencji naukowych i popularnych poświęconych historii, tradycji i kulturze naszego regionu. Wśród nielicznych przykładów działań pozytywnych  można wymienić działalność wydawniczą i edukacyjną Archiwum Państwowego w Siedlcach i współpracującej z nią Fundacji Badań Regionalnych „Sigillum”. Regularnie orgaznizowane są w archiwum interesujące wystawy archiwaliów i wydawane „Prace Archiwalno- Konserwatorskie”. Na uznanie zasługują działania popularyzatorskie i wydawnicze Biblioteki Miejsko-Powiatowej im. Augusta Cieszkowskiego w Węgrowie. Przykładem skutecznych działań  miłośnika historii są cenne  wystawy i wydawnictwa powstałe dzięki zaangażowaniu mecenasa Bogusława Niemierki. Na uznanie zasługuje także Artur Ziontek pracownik domu kultury w Kosowie Lackim. Krąg takich osób nie ulega jednak pożądanemu powiększaniu. Nie sprzyja temu  brak przemyślanego systemu wsparcia władz państwowych i samorządowych dla tego rodzaju inicjatyw.

Sytuacja Rocznika potwierdza powtarzane od kilku lat oceny środowisk naukowych i regionalistów, że mamy poważny kryzys badań historycznych i regionalnych oraz nieskuteczną politykę władz rożnych szczebli w zakresie wspierania podobnych jak sokołowska inicjatyw oraz brak przemyślanych działań służących budowaniu poczucia identyfikacji mieszkańców ze swoimi „małymi ojczyznami”. Nie sprzyja temu preferowany przez resort nauki system punktowy oceny publikacji zamieszczanych w pismach regionalnych oraz brak premiowania popularyzacji wiedzy. Skutkuje to pogonią młodych naukowców za zbieraniem punktów wymaganych do awansów, które uzyskuje się jedynie za teksty publikowane w wydawnictwach o niskich nakładach, praktycznie niedostępnych dla szerszego grona czytelników. Ministerialni urzędnicy zapomnieli, że jeszcze niedawno publikacje najwybitniejszych polskich humanistów cechowała troska o przystępne dla czytelników prezentowanie wyników swoich badań. Bez takiej literatury historycznej  nie kształtowały by się patriotyczne postawy wielu pokoleń naszych przodków, nie byłoby rozbudzonej miłości do naszej historii i kultury. Skutkiem obecnej sytuacji jest malejące zainteresowanie studiami humanistycznymi, a wiele uczelni ratuje etaty dydaktyczne zastępując kierunki takie jak historia studiami z zakresu turystyki historycznej czy bezpieczeństwa. Ma to w zamyśle przekonać kandydatów, że łatwiej będzie uzyskać im zatrudnienie. Wiele krytycznych opinii kierują miłośnicy historii pod adresem historyków z siedleckiej uczelni. Podkreślają, że o wiele większe wsparcie i zrozumienie ma dla nich ma kierownictwo i zespół pracowników miejscowego archiwum państwowego. W ostatnich miesiącach uroczystości związane z rocznicą odrodzenia się samorządów, a ostatnio dyskusja w sprawie podziału województwa mazowieckiego nie sprzyjały rozmowie na temat niezbędnych zmian w funkcjonowaniu samorządów terenowych. Nie możemy jednak udawać, że nie ma czego doskonalić i reformować.                           

(L.K)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (3)

regionalistaregionalista

1 1

Tekst punktuje w dziesiątkę. O historii i edukacji historycznej najwięcej się mówi w tyradach działaczy PiS, którzy nic nie robią dobrego dla rozwoju polskiej humanistyki 23:16, 12.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

regioregio

1 0

Bardzo mnie interesuje, co znaduje się na zdjęciu. Czy to autentyczne wydawnictwa?
11:55, 14.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AleksAleks

1 0

Cymbał, który ściągał z internetu zdjęcie do tego artykułu nie odróżnia Sokołowa Podlaskiego od Sokołowa Małopolskiego - wskazany rocznik nr 16 wydany został przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Sokołowskiej, ale w Sokołowie MAŁOPOLSKIM.
Tak to jest jak się kradnie w sieci i to jeszcze bezmyślnie... 16:22, 14.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA