Zamknij
REKLAMA

Sakramentalne „tak” w czasie pandemii

20:11, 20.05.2020 | L.K
Skomentuj
REKLAMA

Koronawirus pokrzyżował plany przede wszystkim narzeczonym. Do tego sparaliżował całkowicie branżę ślubną. A odmrażanie gospodarki niewiele pomaga.

Nikt nie chce brać ślubu w maseczkach i do tego bez tradycyjnego wesela. Większość narzeczonych ślub i wesele planowała wcześniej, nawet z dwuletnim wyprzedzeniem.

- Goście zapraszani byli na przełomie stycznia i lutego, to konieczne, aby poznać liczbę weselników, potwierdzić obecność i dokonać zamówienia. Wszystko posypało się pod koniec marca, kiedy została wprowadzona narodowa izolacja i zakaz zgromadzeń. Wiedzieliśmy, że ślubu nie odbędzie. Zdecydowaliśmy się na przełożenie uroczystości na grudzień. Teraz i ta data nie do końca może być prawdopodobna – mówią młodzi ludzie z okolic Siedlec.

U większości narzeczonych plany były ambitne, a i atrakcje zapewnione. Na ślubach i weselach miało pojawić się co najmniej 200 osób. Zamówione zostały lokale w zajazdach, domach weselnych, remizach i restauracjach. Do tego zespół muzyczny, oprawa fotograficzna, fotobudka, limuzyna. Niestety, pandemia pokrzyżowała wszystkim plany. Wszyscy utknęli w domach. Nie do końca jest pewne czy tradycyjne wesela wrócą na jesieni, a może później.

Są jednak wyjątki, znaleźli się narzeczeni, którzy zdecydowali się powiedzieć sobie sakramentalne "tak" w tym trudnym pandemicznym czasie. Zgodnie z przepisami wprowadzonymi w związku z epidemią koronawirusa, śluby w Polsce mogą się odbywać, ale z ograniczoną liczbą gości. Do kościoła na uroczystość może wejść jedna osoba na 15 metrów, w dużych świątyniach to nawet i kilkadziesiąt osób. Inaczej wygląda sytuacja ze ślubami cywilnymi, bo nie wszędzie się odbywają. Wprowadzono jednak środki ostrożności - młoda para musi być w maseczkach i... zachować dystans. W sali ślubów mogą być obecni jedynie nowożeńcy oraz świadkowie. Jeżeli komuś takie warunki zawarcia związku małżeńskiego nie odpowiadają, może przełożyć termin ślubu. Urzędnicy proponują zmianę terminu, najczęściej w drugiej połowie tego roku.

- Mieliśmy się pobrać pod koniec maja. Wszystko było dopięte, goście dawno zaproszeni, ale w trosce  o zdrowie swoich bliskich i przyjaciół decyzja mogła być tylko jedna. Ślub będzie, ale za rok. Suknia poczeka, a my jeżeli pisane jest nam być razem wytrzymamy – podkreśla przyszła panna młoda z Węgrowa.

Są i tacy, którzy „tak” już sobie powiedzieli, jednocześnie na wesele zapraszając za rok.

Wesela traktowane są jak imprezy masowe, chociaż rząd rozważa, czy od czerwca nie pozwolić na organizowanie wesel do 50 osób. Jednak u większości nowożeńców takie kameralne spotkanie nie wchodzi w grę. Stanowi tylko cząstkę normalności. Dlatego nie możemy spodziewać się rewolucyjnych decyzji. Dystans społeczny oraz zakrywanie nosa i ust muszą być zachowane. To samo dotyczy ilości osób. Poza tym nie każdemu odpowiadałoby jedzenie, picie i tańczenie w maseczkach. Było by utrudnione, wręcz niemożliwe.

Jak sobie radzą w tej kwestii inne kraje? Na przykład w Czechach ślub można wziąć bez maseczek, a co za tym idzie młodzi nie muszą zachowywać odległości dwóch metrów. Jednak w ceremonii będzie mogło uczestniczyć do 10 osób. Więcej niż dziesięć osób będzie mogło uczestniczyć w ceremonii po 8 czerwca.

W większości krajów branża ślubna liczy straty. A te idą w miliony euro.

Wielu firmom działającym grozi bankructwo. Kryzys dotyka także właścicieli domów weselnych i restauracji, fotografów, kwiaciarzy, czy muzyków.

W sprawie organizacji wesel  w czasie epidemii koronawirusa nie ma żadnego oficjalnego stanowiska kościoła. Wiadomo, że taka możliwość istnieje, ale nieoficjalnie wiadomo, że narzeczeni je przekładają. Wszyscy liczą na poprawę stanu epidemicznego w kraju.

Zdecydowaliśmy się na przełożenie wesela na listopad - mówi Adam z Siedlec, który miał powiedzieć sakramentalne „tak” na początku maja. - Organizacja wesela w okrojonej formie nie wchodzi w grę. Na termin listopadowy mieliśmy konkurencję w postaci innej pary, jednak mieliśmy pierwszeństwo z powodu wcześniejszego terminu.

Na przełożenie ślubu i wesela nie zdecydowali się Ania i Łukasz spod Mińska Mazowieckiego. - Z bólem serca informowałam bliskie osoby o naszej decyzji. Ograniczenia wprowadzone z powodu pandemii sprawiły, że będziemy przeżywać nasz wyjątkowy dzień jedynie w gronie rodziny, i to najbliższej. Po drodze do ślubu spotkało nas mnóstwo nieprzyjemności i nerwów - od ustaleń z właścicielem sali po zmianę warunków umów z fotografem... Już wiem, że nie tak wyobrażałam sobie mój wymarzony dzień - przyznaje Ania.

Kolejne etapy odmrożeń pomogą w organizacji godnych ślubów i wesel. Pytanie tylko, czy nawet w późniejszych miesiącach 2020 roku wszyscy zaproszeni goście stawią się na imprezie innej niż wszystkie...   

 

LK/KS

(L.K)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz