Aktualności

Zamknij

Strach ma wielkie… zęby?

Kinga Ochnio 09:17, 23.04.2026
Skomentuj Strach ma wielkie… zęby? Ludzie w okolicy żyją w strachu? (zdjęcie ilustracyjne). Fot. AI

W Żelkowie boją się chodzić swoją ulicą, bo na jednej z posesji działa hodowla dużych psów. – Czy trzeba czekać, aż ktoś zostanie pogryziony, aby służby w końcu zareagowały? – pytają mieszkańcy.

Owczarek środkowoazjatycki to jedna z najstarszych ras na świecie. Powstała na surowych terenach Azji Środkowej, by chronić stada zwierząt hodowlanych przed drapieżnikami, głównie wilkami. Dorosły samiec może osiągnąć nawet 70 cm w kłębie i ważyć grubo ponad 50 kg. W literaturze kynologicznej rasa ta opisywana jest jako niezwykle lojalna wobec rodziny właściciela, ale zarazem wybitnie nieufna, a nawet agresywna w stosunku do obcych, którzy odważą się naruszyć jej terytorium. To psy czujne, reagujące błyskawicznie, ale wymagające niezwykle odpowiedzialnej i doświadczonej ręki do ich ułożenia.

Na jednej z posesji w Żelkowie działa hodowla tej rasy. I to właśnie ona stała się źródłem obaw mieszkańców o swoje bezpieczeństwo.

 

„Żyjemy w strachu”

Do redakcji „Życia Siedleckiego” zgłosiła się zdesperowana mieszkanka wsi, pani Marta (imię zmienione). Jej relacja to obraz rosnącej paniki i bezsilności lokalnej społeczności.

– Ludzie w naszej okolicy żyją w strachu. Ktoś w końcu musi coś z tym zrobić – przekonuje już na samym początku rozmowy kobieta. Jak opisuje, psy regularnie wieszają się potężnymi łapami na betonowym, liczącym tylko 130 cm ogrodzeniu, głośno szczekając na każdego, kto ośmieli się przejść w pobliżu. – Są ogromne i silne. Boimy się, że któregoś dnia przeskoczą ogrodzenie, które dodatkowo ma dziury w przęsłach, i dojdzie do tragedii. Kiedy taki pies stanie na 2 łapach, jest większy od człowieka – dodaje z drżeniem w głosie.

Dla wielu mieszkańców Żelkowa przejście obok feralnej posesji z własnym czworonogiem graniczy z cudem. – O każdej porze dnia te psy biegają po podwórku. Dostają szału, kiedy widzą inne zwierzęta. Nie można spacerować z innymi psami na smyczy – opowiada pani Marta. Jak podkreśla, reakcja zwierząt jest niezwykle gwałtowna. – Kiedy przechodzi się obok tej posesji, te psy wpadają w taką furię, że aż ziemia drży.

Owczarki mają nerwowo reagować nie tylko na inne zwierzęta, ale też na rowerzystów czy osoby spacerujące z kijkami do nordic walking. Mieszkańcy do tego stopnia obawiają się konfrontacji, że niektórzy nadkładają drogi, byle tylko ominąć to miejsce. Nawet przejście drugą stroną ulicy nie gwarantuje spokoju: zwierzęta i tak rzucają się na płot. – Budzę się w nocy, bo mi się śni, że te psy biegną w moją stronę – wyznaje Czytelniczka. Wyobraźnię sąsiadów rozpala dodatkowo dieta zwierząt. – Psy jedzą żywe mięso. Widziałam pojemniki z ich jedzeniem – dodaje pani Marta.

 

Dziecko rzuciło plecak i uciekło

To, co najbardziej przeraża lokalną społeczność, to obawa o najmłodszych. Dorośli zdają sobie sprawę, że w starciu z 50-kilogramowym psem stróżującym dziecko nie ma absolutnie żadnych szans. Czytelniczka opowiada, że słyszała o przypadku, gdy przechodzący obok posesji mniej więcej 10-letni uczeń do tego stopnia przeraził się owczarka, który w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się poza terenem hodowli, że w panice rzuciło szkolny plecak i uciekł. Inne dziecko, sparaliżowane strachem, pewnego dnia po prostu odmówiło wyjścia do szkoły. Pani Marta przytacza jeszcze jedną, wyjątkowo niebezpieczną historię: – Brama była otwarta. Pies wybiegł. W tym czasie szedł tamtędy maluch. Kiedy pies zaczął go obwąchiwać, serce waliło mu jak oszalałe.

Z relacji mieszkańców wynika, że w przeszłości zwierzęta nie zawsze przebywały tylko na własnym terenie. – Przeskakiwały płot z boku, od ul. Leśnej. Słyszałam, że kiedyś jeden z nich wbiegł na obce podwórko i rozszarpał psa. Hodowca chodził z tymi owczarkami do lasu, a one mu tam uciekały – wylicza kobieta.

Obecność psów mocno wpływa na życie wsi, zakłócając nawet lokalne tradycje. Pani Marta wspomina: – Podczas poświęcenia pól biegały po podwórku i szczekały pod płotem. Nie było słychać śpiewu, tylko ujadanie.

 

Milczenie i urzędnicza niemoc

Zdesperowani mieszkańcy próbowali szukać pomocy. Kilkukrotnie rozmawiali z hodowcą, prosząc, by w ciągu dnia nie wypuszczał psów luzem na podwórko. Rozmowy te nie przyniosły jednak oczekiwanego skutku.

Jak opowiada pani Marta, wzywano również policję. – To nic nie daje – mówi z rezygnacją. – Ci ludzie, którzy ją wzywali, mieli usłyszeć od funkcjonariuszy, że niewiele można zrobić. Policja co najwyżej da mandat. Jeśli właściciel hodowli go nie przyjmie, sprawa idzie do sądu, a ten ją umorzy, bo to duże koszty.

Jak dodaje, radzono im wytoczenie sprawy cywilnej, jednak i tu pojawia się problem: – Sąd nie może nakazać, żeby ten hodowca postawił wyższe ogrodzenie.

O komentarz poprosiliśmy sołtysa Żelkowa Ryszarda Nawrockiego. Nie chciał jednak rozmawiać na ten temat. Stwierdził jedynie stanowczo, że żaden mieszkaniec nie zgłaszał mu problemu z psami. Niewiele więcej do powiedzenia miał także wójt gminy Skórzec, Jerzy Długosz. Zapewnił, że do urzędu nie wpłynęły żadne oficjalne skargi w tej sprawie. Wskazał tylko na przepisy: – Owczarek środkowoazjatycki nie znajduje się na oficjalnej liście ras psów uznawanych za agresywne w Polsce, więc właściciel nie musi ubiegać się o specjalne zezwolenie z urzędu gminy na prowadzenie hodowli. A jeśli chodzi o niezachowanie ostrożności przy trzymaniu zwierząt, to od tego jest policja.

To błędne koło doprowadza ludzi do ostateczności. – Nie jesteśmy przeciwko hodowli jako takiej – zastrzega nasza Czytelniczka. – Ale te psy muszą być trzymane w bezpiecznych warunkach: mieć wysokie ogrodzenie i zamknięte kojce. Nie może być tak, że w biały dzień biegają samopas i opierają się o płot. Wszystko, czego chcemy, to tylko żyć spokojnie bez strachu. To, że któryś z tych psów przeskoczy ogrodzenie, to tylko kwestia czasu, bo są niesamowicie silne. A wtedy skończy się tragedią. Czy trzeba czekać, aż ktoś zostanie pogryziony? Obawiamy się, że tylko tragedia z udziałem człowieka da zielone światło dla działania służb.

 

„Pasterskie, nie bojowe”

Pan Mirosław, właściciel psów, jest znanym hodowcą, jego ogłoszenia bez problemu można znaleźć w internecie. Na jednym z portali widnieje zdjęcie, które dobitnie obrazuje wielkość zwierząt: pies opiera się łapami o klatkę piersiową pana Mirosława, a łeb potężnego czworonoga znajduje się prawie na wysokości głowy mężczyzny.

Właściciel hodowli, która liczy pięć owczarków, stanowczo odpiera zarzuty sąsiadów. – Zapewniam, że żaden z psów nigdy nie wyskoczył przez ogrodzenie. Nie zdarzyło się też, żeby uciekł z posesji. Nikt mi nie zarzuci, że psy biegają po drodze – deklaruje.

Pan Mirosław tłumaczy zachowanie swoich zwierząt ich specyficzną naturą i instynktem. Według niego psy nie są agresywne wobec ludzi z natury, lecz jedynie reagują na bodźce. – Jeśli dziecko albo dorosły idzie ze swoim psem, moje owczarki reagują bardziej na tego psa niż na ludzi – wyjaśnia. Zwraca też uwagę na zachowanie samych przechodniów, które często prowokuje psy do reakcji. – Nie zdążyłem zrobić zdjęć, kiedy szedł człowiek i machał rękoma. Psy zareagowały automatycznie. Przeważnie jestem na podwórku i staram się je uspokajać. One nie pozwolą, żeby się zbliżyć, ale nie atakują ludzi.

Odnosząc się do zarzutów o agresję wobec innych zwierząt, hodowca nie zaprzecza, że taki jest charakter tej rasy. Opowiada też o zdarzeniu sprzed lat. – Na moim podwórku znalazły się 2 koty, które zostały zabite przez psa. Sąsiadka zadzwoniła na policję. Funkcjonariusze zapytali tę kobietę, czy pies wszedł na jej posesję, czy to koty na moją. Przyznała, że jej koty weszły do mnie. A to są psy pasterskie, które nie akceptują obcych zwierząt na swoim terenie.

 

Będzie podwójne ogrodzenie?

Jak wspomina pan Mirosław, kilka lat temu, po pierwszych skargach mieszkańców, zamknął psy na noc w kojcu. – Zaledwie 2 tygodnie po tych zgłoszeniach, o godzinie 19.00, przyszli złodzieje – opowiada mężczyzna. – Odkręcili części od ciągnika i zabrali metalowe rzeczy, które można sprzedać jako złom. Chcieli ukraść krowę. To są psy, które pilnują. Trzymam je dla własnego bezpieczeństwa.

Obecnie, jak zapewnia właściciel, w ciągu dnia owczarki przebywają na podwórku, ale w specjalnie wydzielonym, liczącym 100 m kw. boksie zlokalizowanym przy ogrodzeniu od strony drogi żwirowej. Dopiero po godz. 22.00 wypuszczane są na teren posesji.

Pan Mirosław podkreśla, że hodowane przez niego psy to zwierzęta rodzinne i łagodne wobec „swoich”. – Mam 3-letnią wnuczkę, która wkłada im do ucha kamienie. One nie są przeze mnie rozdrażniane. My te psy znamy, ale ludzie nie.

Zdając sobie jednak sprawę z potężnych gabarytów swoich zwierząt i lęku, jaki wywołują w lokalnej społeczności, pan Mirosław deklaruje chęć kompromisu. – Zabezpieczę jeszcze bardziej to ogrodzenie – obiecuje. – Na obecne betonowe wstawię jeszcze metalowe. Będzie podwyższone o 40 cm. Jak ludzie zobaczą mocniejsze ogrodzenie, będą spokojniejsi. W przyszłym roku, jeśli pozwolą finanse i zdrowie, zrobię inne.

Czy mieszkańców wsi przekonują te deklaracje? – Uwierzę, jak zobaczę – komentuje nasza Czytelniczka. I dodaje: – Myślę, że powinno mu zależeć na dobrych relacjach z sąsiadami.

(Kinga Ochnio)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%