Zamknij
REKLAMA

Cieplej i weselej już było

10.00, 29.09.2022 KL
Skomentuj
REKLAMA

Ta oczywista prawda coraz szybciej zaciera docierać nie tylko do rządzących zajętych do niedawna przekonywaniem obywateli, że "czarnego złota mamy na 200 lat”. Jak celnie zauważył redaktor „Przeglądu” Marek Czarkowski  „szkoda, tylko  że pod ziemią”. 

Zaczyna ona także niepokoić samorządowców, którzy przez ostatnie tygodnie zajęci byli organizacją licznych imprez masowych z udziałem sprowadzanych za duże pieniądze zespołów muzycznych oraz  fotografowaniem się z hojnie rozdawanymi przez rywalizujące ekipy rządowych i marszałkowskich notabli czekami na różne bardziej i mniej potrzebne w czasie czekającego nas kryzysu działania. Mało kto podczas gminnych i powiatowych dożynek i turniejów  zastanawiał się, co będzie się nas czekać za miesiąc lub dwa, kiedy przyjdzie skonfrontować deklaracje polityków, „że jest  dobrze i niczego nam nie zabraknie” ze skutkami energetycznego i gospodarczego kryzysu. 

Ten okres samozadowolenia włodarzy różnego szczebla minął,  gdy nawet w rządowych mediach zaczęto pokazywać zdjęcia ludzi godzinami, a ostatnio po kilka dni czekających na możliwość zakupu kilku ton węgla niezbędnego do ogrzania domów w okresie nadchodzącej zimy. Malała wówczas satysfakcja czekających osób czekających w tych kolejkach z tego, że nasz premier jako pierwszy, kilka miesięcy przed innymi krajami Unii Europejskiej zablokował import rosyjskiego węgla, którego ważnym odbiorcą  były gospodarstwa wiejskie. Nie mieli także oczekujący w kolejkach satysfakcji z zysków spółek eksportujących zagranicę węgiel wydobywany w naszych kopalniach.

Szokiem była zapowiedź ograniczenia wydobycia w kopalni Bogdanka, która ma ponad 25 proc. udział w rynku węgla sprzedawanego energetyce zawodowej nie tylko spowodowała zmiany kadrowe w tej spółce. Przypomniano sobie, że  do elektrowni w Kozienicach i Połańcu oraz elektrociepłowni grupy Enea może trafić o ponad milion ton węgla mniej.  Taka wizja  spowodowała liczne deklaracje polityków, że uratujemy sytuację sprowadzając węgiel  z Australii, Kolumbii, Indonezji, Republiki Południowej Afryki i innych krajów. Na nic zdało się pomijanie informacji, że sprowadzimy go za kilkakrotnie wyższą cenę. Media szybko nagłośniły to, że  z pewnością wpłynie to na wysokość rachunków za prąd dla odbiorców indywidualnych i dla wielu firm . Błyskawicznie powiększyły się kolejki przed pustymi placami, gdzie miał być on sprzedawany. Nieszczęścia chodzą parami. 

 Okazało się, że sprowadzany z zagranicy węgiel to produkt zasługujący na popularną wiele dekad temu nazwę produktu „weglopodobnego”. Szybko na Facebooku  pojawiła się fotografia Adama Słodowego z poradą jak „zrobić samemu węgiel”. Potrzebne są do tego tylko kamienie i czarna farba.

Podobnie jak w innych przypadkach trzeba szybko wskazać winnego, któremu należy odebrać niezasłużone zyski. Aby uspokoić tych , którzy nie mogą kupić węgla oraz są zaszokowanych jego ceną, a także planowanym wzrostem cen energii elektrycznej rząd na posiedzeniu w dniu 26 września przyjął projekt  rozwiązań, które jak to tłumaczy „wprowadzą zachętę do efektywnego zużycia energii elektrycznej i promowania oszczędności energii elektrycznej”. Takie, dosyć mylące tłumaczenie ma uzasadniać to, dla odbiorców indywidualnych  przewidziano jedynie „zastosowanie cen z roku 2022 do maksymalnie 2 MWh (2000 kWh) zużytej energii przez odbiorcę w gospodarstwie domowym w roku 2023” .

Wielkość takiego  limitu jest uzasadniana tym, że jest ona „zbliżona do mediany średniego zużycia energii w gospodarstwie domowym w roku 2020.  Nie stracą na tym przedsiębiorstwa obrotu energią, które dostaną odpowiednią rekompensatę. Nadal nie jest wyjaśniona sytuacja rodzin, które zużywają więcej prądu niż ustalony limit. W trudnej  sytuacji są samorządy i podległe im szkoły, biblioteki, domy kultury. Coraz częściej słyszymy, że w instytucjach samorządowych, małych i średnich przedsiębiorstwach oraz zakładach przemysłowych  wzrost cen liczony jest w setkach procent. Rodzi się pytanie, czy w czasie nadchodzącej zimy, nie kolejny wirus, a zimno oraz ceny opału i energii nie zdecydują o trybie ich pracy. 

Do projektu rządowego podczas konferencji przed  ministerstwem rolnictwa jako jeden z pierwszych odniósł się Michał Kołodziejczak, lider AgroUnii. Jego zdaniem propozycja rządu oznacza, że gospodarstwa rolne, które przekroczą limit mogą spodziewać się wysokich rachunków za prąd.

Jak twierdzi  Kołodziejczak 3000 kWh to bardzo niski poziom zużycia prądu, bo gospodarstwa na ogół zużywają znacznie więcej. Oczywiście są małe gospodarstwa rolne, które zużywają do 3000 kWh prądu rocznie, ale jest mnóstwo takich, które zużywają kilkaset razy więcej. Są to np. gospodarstwa zajmujące się hodowlą kur na jajka, hodowlą krów i produkcją mleka, przechowujące jabłka, marchewkę, kapustę i inne warzywa i owoce. To są też gospodarstwa, w których magazynuje się zboże i rzepak, czyli ziarno, które trzeba najpierw wysuszyć. Dla przykładu powiedział, że jedno urządzenie do jednej komory, gdzie przechowywane jest około 100 t jabłek ma zużycie prądu na poziomie 20 kWH w ciągu jednej godziny, czyli 172 tys. kWh rocznie - wyliczył Kołodziejczak. Jego zdaniem to właśnie te gospodarstwa zapewniają produkcję żywności dla wszystkich Polaków.

robi się gorąca, a węgla na wielu składach nadal brakuje.

(KL)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%