Podczas obu rozpraw Adam Cz. przysłuchiwał się zeznaniom świadków, nie okazując emocji. Fot. KO
Ruszył proces Adama Cz. Konkubiny – była i obecna – przedstawiały go jako spokojnego i nieagresywnego. Podczas rozpraw wyłonił się jednak zupełnie inny obraz oskarżonego.
Do tragedii, która wstrząsnęła całą Polską, doszło 25 stycznia 2025 r. Tego dnia w jednym z mieszkań przy ul. Sobieskiego w Siedlcach świętowano urodziny. Uczestniczyło w nich 6 osób, w tym 59-letni wówczas Adam Cz. Mężczyzna w pewnym momencie opuścił spotkanie i zszedł do mieszkania konkubiny. Stamtąd wezwał pogotowie ratunkowe. Pomocy udzielali mu ratownicy medyczni Cezary L. i Mateusz M. Ponieważ poszkodowany miał obrażenia głowy, chcieli go zabrać do szpitala.
Zdaniem śledczych, wtedy Adam Cz. chwycił w obie dłonie noże i jednym z nich zaatakował Cezarego L., zadając mu cios w okolice klatki piersiowej. Drugi z ratowników próbował obezwładnić agresora. Po szarpaninie, mimo rany ciętej w okolicy nadgarstka, udało mu się obezwładnić sprawcę, wezwać pomoc i przystąpić do ratowania życia kolegi. Niestety ten zmarł w szpitalu od odniesionych obrażeń.
Adam Cz. został oskarżony o zabójstwo ratownika medycznego i o usiłowanie zabójstwa drugiego. W związku z popełnieniem czynów z motywów zasługujących na szczególne potępienie grozi mu od 15 lat do dożywotniego pozbawienia wolności.
„Nie przyznaję się”
Proces mężczyzny przed Sądem Okręgowym w Siedlcach ruszył na początku maja. Podczas pierwszej rozprawy odczytano akt oskarżenia, przesłuchano oskarżonego i ratownika medycznego, który przeżył atak.
Na pytanie sędzi Anity Kowalczyk-Makuły Adam Cz. odpowiedział: „Rozumiem treść zarzutów. Nie przyznaję się do winy”. Oznajmił też, że ponieważ feralnego dnia zmieszał alkohol i leki, nic z niego nie pamięta. Biegli ustalili jednak, że w chwili zdarzenia mężczyzna miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu, ale co ważniejsze – zachował pełną zdolność do rozpoznania znaczenia swoich czynów i kierowania nimi. Nie cierpi na chorobę psychiczną i nie ma upośledzenia umysłowego.
Przed sądem w charakterze świadka, ale też jednego z oskarżycieli posiłkowych, stanął ratownik Mateusz M. Jak relacjonowały media, szczegółowo odtworzył przebieg starcia z oskarżonym.
Z kolei na kolejne rozprawie, 15 maja, żona zmarłego Cezarego L. zeznawała w trybie wideokonferencji. Nie chciała wracać do tragicznego dnia.
Chwycił za noże leżące na ławie
Stanisław P., policjant wydziału kryminalnego siedleckiej policji, który interweniował na miejscu zdarzenia, zeznawał 3 dni później. Zadaniem funkcjonariusza było ustalenie przebiegu zajścia.
Na pytania sędzi odpowiadał: „Nie pamiętam”. Z zeznań odczytanych podczas rozprawy wiadomo jednak, że kiedy policjant zjawił się w mieszkaniu, trwała akcja reanimacyjna. Funkcjonariusz ustalił, że Adam Cz. przed tragicznym zdarzeniem był na imprezie alkoholowej. „Libacja zaczęła się ok. godz. 16.00. Ok. 18.00 Adam Cz. znajdował się pod znacznym działaniem alkoholu. Źle się czuł. Uczestnicy libacji odprowadzili go do mieszkania konkubiny” – zeznał rok temu policjant. „Ok. 19.00 wstał od stołu, stracił równowagę, przewracając się na plecy, uderzył o ścianę i rozciął głowę. Leciała mu krew, został opatrzony przez uczestników imprezy. Wtedy jeden z uczestników i konkubina odprowadzili go do mieszkania kobiety, położyli do łóżka i wrócili na imprezę” – dodawał.
Adam Cz. miał sam zadzwonić na pogotowie, a potem otworzyć drzwi ratownikom. „Ratownicy oświadczyli Adamowi Cz., że jego obrażenia wymagają hospitalizacji. Wtedy Adam Cz. chwycił za 2 noże, leżące na ławie w salonie. Jeden z nich wbił w klatkę piersiową Cezarego L. W tym czasie drugi ratownik rzucił się na Adama i wyrwał oba noże, po czym je odrzucił i wybiegł z lokalu. Zaczął dobijać się do mieszkania sąsiadki, wołając o pomoc. Z lokalu wyszedł Mariusz J., który obezwładnił Adama Cz. i przytrzymał do przyjazdu policji”.
Lekarz Robert S., który został wezwany na pomoc zranionemu ratownikowi, opisywał przebieg zdarzeń w czasie interwencji i podjęte procedury medyczne. – Cezary L. leżał na podłodze, okazywał oznaki życia. Kiedy się nachyliłem, wyszeptał, a w zasadzie wyczytałem z ruchu warg, że nie może oddychać – relacjonował. Jak dodał, ze względu na bliskość sprawcy podjął decyzję o przesunięciu ratownika na korytarz, bliżej wyjścia z mieszkania. – Tam były gorsze warunki, ale wziąłem pod uwagę względy bezpieczeństwa – zeznawał lekarz. W pewnym momencie u Cezarego L. doszło do zatrzymania krążenia, konieczna była resuscytacja krążeniowo-oddechowa. Jak relacjonował medyk, w mieszkaniu panował spokój, a sprawca się nie awanturował.
Agresywny? No skąd!
Dużo światła na wydarzenia i motywację oskarżonego rzuciły zeznania partnerek oskarżonego. Elżbieta K. to aktualna konkubina. To właśnie w mieszkaniu, które wynajmowała na ul. Sobieskiego, doszło do tragedii. Adama Cz. zna od 3 lat. Nigdy nie mieszkali razem. Mężczyzna miał odwiedzać ją raz czy dwa razy w tygodniu. Jak zeznawała Elżbieta K., Adamowi Cz. ciężko było się utrzymać. Pobierał zasiłek 800 zł z pomocy społecznej. Nigdzie nie pracował, bo miał orzeczoną całkowitą niezdolność do pracy po ostrym przebytym zawale.
Jak zapewniała 15 maja kobieta, Adam Cz. nigdy nie spożywał u niej alkoholu. – Byłam zaskoczona, kiedy media pisały, że jest od niego uzależniony. Czasem piliśmy piwo, ale przy 4 potrafiliśmy posiedzieć i 8 godzin, bo mieliśmy o czym rozmawiać. Nigdy go nie widziałam pod wpływem alkoholu oprócz tragicznego dnia – opowiadała Elżbieta K. Przyznała jednak, że napoje wyskokowe były „u niej” na Boże Narodzenie, bo wtedy „oboje mają urodziny”, a także na Wielkanoc i sylwestra.
Elżbieta K. upierała się, że feralnego wieczoru wypił „wcale niedużo” – Skąd zatem w jego organizmie wzięło się 2,75 promila alkoholu? – dopytywał prokurator Kamil Żmudziński. – Nie wiem, może w połączeniu z lekami na serce – odparła kobieta.
Sędzia Kowalczyk-Makuła chciała wiedzieć, jak Adam Cz. zachowywał się po spożyciu alkoholu. – Nie widziałam, żeby był agresywny. Nawet nie zaklął, nie powiedział złego słowa. Żeby każda kobieta miała takiego męża – westchnęła konkubina.
Prokurator pytał, czy kobieta słyszała, że oskarżony miał sprawy karne. – Słyszałam, że coś było, ale nie dopytywałam. Nie znam szczegółów. To było, zanim się poznaliśmy. Nie byłam nigdy świadkiem zachowania agresywnego ze strony oskarżonego – zeznała kobieta. – Była raz policja, ale nie zachowywał się agresywnie, tylko poszła mu piana z ust. Nie wiem dlaczego. Zamachnął się też ręką, ale to nie było na mnie. Policja wezwała pogotowie. Czy wezwałam policję, bo bałam się oskarżonego? Bałam się jak to kobieta, bo to w końcu mężczyzna – dodała. Później mówiła, że nie boi się Adama i wydaje jej się, że nie mógłby komuś zrobić krzywdy.
„Chciałby wrócić do więzienia”
Mimo to podczas rozprawy wyłonił się zupełnie inny obraz oskarżonego. „W domu miała miejsce interwencja policji, ale nie pamiętam, kiedy to było. Przyszła moja sąsiadka Katarzyna, która wcześniej, bardzo dawno temu była w związku z Adamem. Wywiązała się awantura Adama z Kaśką. Adam siedział w więzieniu łącznie przez 16 lat. Opowiadał, że siedział za kradzieże i pobicia” – czytała z zeznań złożonych przez kobietę sędzia Kowalczyk-Makuła. I dalej: „Kiedy wypił, był nadpobudliwy. Potrafił kogoś popchnąć, mocniej ścisnąć. Powiedział, że w kwestiach finansowych nie daje sobie rady, że chciałby wrócić do więzienia, bo miałby już emeryturę dożywotnio, telewizję i opierunek”.
Elżbieta K. przyznała też, że odwiedzała mężczyznę, kiedy był chory, w jego mieszkaniu: „Widziałam na ścianie szable, noże mniejsze, większe. Tego było dużo, bo on to kolekcjonował. Mówił mi kiedyś, że nosi ze sobą noże w obronie własnej”.
A co kobieta zapamiętała z feralnego dnia? W trakcie trwania imprezy Adam Cz. wrócił do jej mieszkania. Kiedy nie odbierał telefonów, zeszła sprawdzić, co się dzieje. „Kiedy schodziłam, zobaczyłam ruch na klatce. Zauważyłam pogotowie i policję na schodach. Policjantów było tam dużo, aż czarno. Nie mogłam wejść do swojego mieszkania, bo policjanci mnie nie wpuścili. Nie wiedziałam, co się stało. Widziałam tylko leżącego na podłodze ratownika. Był reanimowany” – odczytała sędzia.
„Musi kogoś zabić”
18 maja przed sądem zeznawała Katarzyna M.-J., mieszanka bloku przy ul. Sobieskiego i była konkubina Adama Cz. Opisała, co stało się 25 stycznia 2025 r. O zdarzeniu poinformowała ją sąsiadka: – Powiedziała, że w mieszkaniu Elżbiety K. słychać krzyki. Poszliśmy z mężem zobaczyć, co się dzieje. Zobaczyliśmy, że ratownik leży na podłodze, a drugi koło niego klęczy. Mąż wszedł do środka. Zobaczył, że oskarżony stoi w pokoju. Mąż podszedł do niego i przycisnął do ściany, aby się uspokoił.
Katarzyna M.-J. była w związku z Adamem Cz. przez kilka lat. – Ogólnie to spokojny człowiek. Po alkoholu nie był wobec mnie agresywny – zeznała przed sądem. Gdy prokurator Żmudziński zaczął dopytywać, czy kobieta kiedykolwiek wzywała policję w związku z zachowaniem oskarżonego, przyznała, że była między nimi „mała sprzeczka”. Wtedy zareagowała sędzia: – Do małych sprzeczek nie wzywa się policji. Niech pani powie prawdę, bo była pani uprzedzona o odpowiedzialności za złożenie fałszywych zeznań.
- No dobrze, powiem. Oskarżony wyskoczył do mnie z nożem. To było w czasie, kiedy się z nim spotykałam. Miałam draśnięcie na palcu – przyznała Katarzyna M.-J.
Zeznania złożone przez kobietę zaraz po ataku na ratowników ujawniają jeszcze więcej: „Dwa lub trzy razy on wobec mnie użył noża. Chodziło o to, że ja już miałam dość tego picia alkoholu, a on nie chciał, żebym ja wychodziła. On mi wtedy mówił, że mnie zabije. On brał jeden z noży, który wisiał na ścianie i po prostu mnie dźgnął. Pamiętam, iż jeden raz to było w okolicy lewego łokcia, drugi raz w okolicach prawego kolana. Raz zostałam nawet odwieziona do szpitala. Adam wtedy też do ratowników medycznych mówił, że użyje noża”.
Kobieta przyznała, że wraz ze swoim mężem Mariuszem J. spotkali się z Elżbietą K. i Adamem Cz. 2 razy. – „Drugie spotkanie miało miejsce pod koniec 2024 r. w mieszkaniu Elżbiety. Wtedy Adam wyciągnął nóż i chciał użyć go wobec Mariusza, ale on wypił mniej alkoholu, był sprytniejszy i udało mu się wybić ten nóż z ręki. Od tego momentu już się nie spotykaliśmy. Odkąd pamiętam, Adam Cz. nosił przy sobie nóż na wypadek, gdyby kogoś spotkał i miał się bronić”.
Katarzyna M.-J. przyznała, że jej również oskarżony mówił, iż „podobało mu się w zakładzie karnym”. – Powiedział, że nie ma za co żyć. Jakby tam wrócił, to może miałby lepiej niż w domu – relacjonowała. Sędzia Mirosław Leszczyński dopytywał, czy oskarżony mówił, w jaki sposób miałby dostać się do więzienia. – Powiedział, że musi coś zrobić, żeby tam się znaleźć – odparła wymijająco kobieta. Konkretna odpowiedź znalazła się w zeznaniach odczytanych przez sędzię: „Adam mówił, że musi kogoś zabić, gdyż on sobie nie poradzi, bo nie ma za co żyć i chce wrócić do więzienia”.
Podczas obu rozpraw Adam Cz. przysłuchiwał się zeznaniom świadków, nie okazując emocji. Nie skorzystał z przysługującej mu możliwości zadawania pytań.
Kolejne posiedzenie w tej sprawie w lipcu.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz