W centrum Kotunia stanął żłobek. Wkrótce w jego okolicy mają powstać droga i miejsca parkingowe. – To prawo dżungli – oceniają właścicielki działek, które gmina chce w tym celu uwłaszczyć. – Nie, odpowiedź na oczekiwania mieszkańców – odpowiada wójt.
Po wakacjach w Kotuniu zacznie funkcjonować nowo wybudowany żłobek „Kotulinek” przy ul. Szkolnej.
Planowana od dawna
Naprzeciwko budynku, przy ul. Ogrodowej, swoją działkę ma pani Izabela. Jej sąsiadka, pani Grażyna, posiada zaś kolejną posesję. Za ich działkami jest budynek dawnego gimnazjum, dziś część Zespołu Oświatowego w Kotuniu.
– Postawiono go w latach 2003-04 – przypomina sobie pierwsza z kobiet. – Ale został wybudowany bez dostępu do drogi publicznej. Obsługuje go tylko tzw. sięgacz, ślepa uliczka pomiędzy posesjami. Jest tak wąski, że szkolny autobus ma problemy z manewrowaniem – dodaje. A pani Grażyna uzupełnia, że nie zostały o niczym poinformowane: – Nigdy w życiu nie dostałyśmy żadnego zawiadomienia. Były tylko jakieś wywieszone w urzędzie obwieszczenia.
Jak zdradza pani Izabela, w 2004 r., kiedy była jeszcze nastolatką, w planach zagospodarowania przestrzennego wpisano, że na należącej dziś do niej działce będzie prowadząca do gimnazjum droga. Wtedy zaplanowano, że będzie mieć 10 m szerokości.
– Wpisano ją akurat w tym miejscu, choć otaczające budynek gimnazjum działki były w praktyce polami. Ale kiedy kilka lat temu poszłam do prawnika, powiedział: „Niewiele pani z tym zrobi”. Spróbowałam jednak – mówi.
Zaskarżyła więc uchwałę rady gminy z 2019 r. w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wsi Kotuń w części obejmującej lokalizację drogi publicznej na jej działce. Chciała, żeby wykreślono ją z planu. Ale wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z lutego tego roku był jasny. „Zdaniem sądu organ nie przekroczył w tej sprawie granic władztwa planistycznego i racjonalnie uzasadnił ustalenie przebiegu drogi” – napisano w uzasadnieniu. A pani Iza komentuje: – Ale to odnosiło się do 10 m, choć kiedy składałam skargę, w planach była mowa o 20.
Kto by się zgodził?
Jak się bowiem okazuje, to niejedyny problem obu pań. Obecnie powstaje bowiem plan ogólny, zakładający, że biegnąca po ich działkach droga między żłobkiem a dawnym gimnazjum ma być szeroka na ponad 20 m.
– Będzie jezdnia, chodniki i ponad 20 miejsc parkingowych. Dlaczego? Bo gmina wybudowała żłobek, tyle że bez parkingu – mówi pani Iza. I pyta, nie kryjąc rozgoryczenia: – Jak można postawić taką placówkę, nie mając przy nim przestrzeni na samochody pracowników czy rodziców dowożących maluchy?
Zamierzenia gminy nie podobają się kobietom. – Gdyby zrobiono tę szeroką drogę, moja działka z domem zostałaby znacząco okrojona. Nie wyobrażam sobie mieszkania w takim miejscu. Jestem samotną matką. Wszystko, co zarobię, przeznaczam na remont tego domu, żeby kiedyś się tutaj wprowadzić. Tymczasem chce mi się to zabrać. Nie jestem przeciwna dzieciom ze żłobka, ale mam prawo nie chcieć, żeby zamiast mojego własnego podwórka był gminny parking, zwłaszcza że miejsc dla samochodów nie ma także przy pobliskim przedszkolu. Wtedy nie będę miała żadnej prywatności – podkreśla pani Izabela.
Jej sąsiadka jest podobnego zdania: – Nie chcę i parkingów, i zatoki autobusowej. Zabrano by mi trzy czwarte mojej działki, a granica byłaby przy samym budynku. Wszyscy zaglądaliby mi do okien. Kto by się zgodził na coś takiego?
Kobiety uważają, że parkingi powinny powstać na innych działkach należących do gminy, bo one są w stanie zaakceptować 10 m z dotychczasowego planu. – Urząd gminy ma swoje tereny 50 m dalej. A mimo to się upiera, że to musi być tutaj – mówią zgodnie.
Dostaną po kieszeni?
Obie uważają, że w tej sprawie rządzą prawo dżungli i metoda faktów dokonanych. – Czuję się ofiarą – mówi krótko pani Izabela. – Wybudowano żłobek, ale to nas obciąża się obsługującym go parkingiem. Silniejszy wygrywa, a ja, choć płacę podatki, nie mam prawa głosu. A na dodatek dostanę po kieszeni.
Jak sobie przypomina, kiedy kilka lat temu wywłaszczano ją pod budowę ul. Ogrodowej, odszkodowanie, które dostała, nie starczyło nawet na postawienie nowego ogrodzenia. – A teraz urzędnicy, szacując odszkodowanie za to, co gmina chce mi zabrać, odnieśli się nie do cen działek z terenu Kotunia, ale do tych np. z okolic Skórca. Dlaczego? Ponieważ stwierdzono, że takie działki nie są dostępne na wolnym rynku. Kiedy zapytałam, czy w zamian za wywłaszczoną działkę mogą mi przydzielić inną, a nie odszkodowanie, wójt stwierdził, że ustawa czegoś takiego nie przewiduje – opowiada.
A jej sąsiadka ocenia bez ogródek: – Będą chcieli zapłacić jak najmniejszą kwotę. Ona też jest rozgoryczona. – Oficjalnie możemy zgłaszać uwagi, ale one nic nie znaczą – ocenia. I od razu dodaje, że nie zamierzają się poddać. Ponieważ obecnie plan ogólny jest na etapie tzw. decyzji środowiskowej, interweniują. Piszą pisma, brały też udział w konsultacjach planu.
Wygra gmina?
Ostatnie takie spotkanie odbyło się w maju. Jak opowiada wójt Daniel Celiński, pojawiło się na nim blisko 30 osób. – Ale przeciwne były tylko te 2 panie – podkreśla. – Wszyscy pozostali mieszkańcy powiedzieli, że czekają na tę drogę już 50 lat. Nawet ja nie mam tylu lat.
Włodarz mówi, że w tej sprawie nie chodzi o pokazywanie, kto jest silniejszy, tylko o interes społeczny. – Czyli połączenie 3 placówek oświatowych, budynków A i B Szkoły Podstawowej w Kotuniu oraz nowo wybudowanego żłobka gminnego, w celu zagwarantowania bezpieczeństwa najmłodszym mieszkańcom gminy. Parkingi są tam niezbędne. Jeśli będą oddalone o kilkaset metrów, nikt nie będzie tam dochodził, a to stworzy jeszcze większy problem w ciągu komunikacyjnym. Niezbędne są też 2-metrowe chodniki, bo na lekcje będzie chodzić 100, a nawet 200 dzieci. Kolejny element to zatoczki, gdzie zmieści się duży autobus szkolny, dowożący uczniów. A to też wymaga odpowiedniej szerokości. Przecież nie będziemy zatrzymywać autobusu na jezdni, bo to niebezpieczne. Z tych wszystkich powodów wydzieliliśmy 20-metrowy pas – tłumaczy.
Odnosi się też do zarzutów stawianych przez panią Izabelę i panią Grażynę. – Obu zostaną wypłacone odszkodowania, a stawki ustalił niezależny rzeczoznawca powołany przez starostę. Chciałem wykupić grunty pod parkingi od jednej z tych pań, ale się nie zgodziła. Podzieliła swoje posesje i chce mieć dojazd do swojej drogi z drogi gminnej, bo go obecnie brak. Czyli z jednej strony chce uwolnić swój prywatny teren, a z drugiej twierdzi, że gminna droga dojazdowa może być wąska. Z kolei druga pani nie mieszka w budynku na działce, gdzie ma powstać droga, i prawdopodobnie nigdy nie mieszkała. Na razie to pustostan. Czy trwają tam jakieś prace? Podobno.
Włodarz gminy uważa, że przez sprzeciwy obu kobiet sprawa może się przeciągnąć w czasie. Ale o jej finał jest spokojny. – Skończy się wyłącznie wygraną gminy Kotuń. Nie zamierzam rezygnować z projektu, na który czekają mieszkańcy. Chcielibyśmy już w przyszłym roku złożyć wniosek o dofinansowanie i w ciągu 3 lat wybudować tę drogę – deklaruje.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz