Nie tylko fakty zapisane w kronikach, ale i wspomnienia mieszkańców, anegdoty z planu oraz historie, o których oficjalnie mówi się rzadziej składają się na opowieść o gminie Wodynie. Miejscu, gdzie wielka historia spotkała się z filmem… i odrobiną humoru.
To jedno z tych miejsc na mapie Mazowsza, o których zwykło się mówić: spokojne, zwyczajne, rolnicze. A jednak, gdy zajrzeć głębiej, okazuje się, że ta ziemia widziała znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Powstańcze oddziały, ziemiańskie majątki, utracone prawa miejskie… a po latach także kamery, aktorów i sceny, które przeszły do historii polskiego kina. Właśnie to niecodzienne połączenie sprawia, iż o dziejach gminy Wodynie opowiada się nie tylko podniośle, ale momentami także z uśmiechem. Bo obok historii potwierdzonej w źródłach funkcjonują też lokalne wspomnienia i „smaczki” z planu filmowego, przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Zanim pojawiła się kamera
Początki osadnictwa na terenach dzisiejszej gminy sięgają czasów prehistorycznych. Odkrywane narzędzia krzemienne czy ślady dawnych osad potwierdzają, że człowiek obecny był tu tysiące lat temu. W średniowieczu ziemie te należały do Mazowsza książęcego. W XV wieku powstała parafia w Wodyniach, a pobliski Seroczyn, dziś spokojna miejscowość, w XVI stuleciu posiadał prawa miejskie. Utracił je po powstaniu styczniowym w ramach kary za patriotyczne zaangażowanie mieszkańców. Historia zapisała tu także dramatyczne wydarzenia. W czasie powstania styczniowego w okolicy działały oddziały partyzanckie, a mieszkańcy udzielali im wsparcia. W Seroczynie zamordowany został – za pomoc powstańcom – ks. Wawrzyniec Lewandowski. To jedna z tych historii, które w lokalnej pamięci pozostają żywe mimo upływu lat.
Dwory gotowe na plan
Przez dziesięciolecia krajobraz gminy współtworzyły majątki ziemiańskie. Parki, stawy, lipowe aleje i stare dęby zachowały się do dziś, tworząc scenerię, która niewiele zmieniła się od XIX wieku. I to właśnie ta autentyczność przyciągnęła filmowców. To tutaj realizowano zdjęcia do ekranizacji powieści Marii Dąbrowskiej „Noce i dnie”. Film w reżyserii Jerzego Antczaka zamienił okolice Wodyń i Seroczyna w filmowy Serbinów. Na potrzeby produkcji zbudowano dwór Niechciców, zabudowania gospodarcze, wykopano staw, nasadzono drzewa. Na chwilę powstał tu cały XIX-wieczny świat. I właśnie wtedy zaczęły się historie, które mieszkańcy wspominają do dziś – nie tylko z sentymentem, ale i z rozbawieniem.
Nenufary grały po swojemu
Jedna z najbardziej romantycznych scen filmu – zrywanie nenufarów – w rzeczywistości okazała się jedną z najbardziej wymagających. Kwiaty odpływały z kadru, zamykały się, nie chciały układać tak, jak oczekiwała kamera. Ujęcia powtarzano wielokrotnie, a członkowie ekipy żartowali, że rośliny mają własny scenariusz. Filmowy Toliboski, czyli Karol Strasburger, spędził w wodzie znacznie więcej czasu, niż sugeruje kilka minut ekranowej sceny.
Statyści prosto z pola
Do scen zbiorowych zapraszano mieszkańców. Często wyglądało to tak: rano praca w gospodarstwie, po południu plan filmowy. Największe emocje budziły kostiumy. Eleganckie suknie, cylindry, surduty dla wielu był to pierwszy raz, gdy mogli zobaczyć siebie i sąsiadów w takiej odsłonie. Niektórzy do dziś przechowują zdjęcia z planu jak rodzinne pamiątki.
Gwiazdy na wiejskiej drodze
Pojawienie się aktorów było wydarzeniem porównywalnym z największym lokalnym świętem. Gdy na planie pracowała Jadwiga Barańska, mieszkańcy godzinami obserwowali zdjęcia z oddali. Dzieci zaglądały zza drzew, dorośli „przypadkiem” przechodzili tą samą drogą kilka razy. Bo wielkie kino przyjechało do nich – nie odwrotnie. W lokalnych opowieściach krąży też anegdota o koniach wykorzystywanych do scen plenerowych. Bywały bardziej kapryśne niż filmowa obsada. Zdarzało się, że sceny trzeba było przerywać, bo zwierzęta nie chciały ruszyć z miejsca albo płoszyły się sprzętu. Ekipa pół żartem mówiła wtedy, że „największe gwiazdy mają cztery kopyta”. Podczas scen przejazdów powozów specjalnie wzbijano kurz, by obraz wyglądał bardziej realistycznie. Problem w tym, że mieszkańcy… chwilę wcześniej zamiatali obejścia. Gdy filmowcy ponownie robili „epokowy kurz”, wywoływało to żartobliwe komentarze, że kino kinem, ale sprzątać trzeba od nowa. Statyści wspominają też charakteryzację. Panowie po raz pierwszy mieli stylizowane wąsy, panie misternie upinane fryzury. Sam proces przygotowań budził tyle emocji, że robiono sobie pamiątkowe fotografie jeszcze przed wejściem na plan.
Filmowa cisza na wsi
Na czas ujęć proszono mieszkańców o wstrzymanie prac: nie wjeżdżać wozami, nie hałasować, nie uruchamiać maszyn. Dla wielu najdziwniejsza była właśnie ta nienaturalna cisza w miejscu, gdzie zwykle tętniło życie. Największe wrażenie robił dwór Niechciców. Zbudowany na potrzeby filmu wyglądał jak prawdziwa ziemiańska rezydencja. Dlatego gdy po zakończeniu zdjęć rozpoczęto jego rozbiórkę, mieszkańcy przychodzili patrzeć. Trochę z ciekawości, a trochę z żalu. Bo przez moment mieli wrażenie, że obok nich istnieje prawdziwy Serbinów – a potem zniknął tak nagle, jak się pojawił. Wspomina się również, że dzieci z okolicy odtwarzały potem sceny filmu na łąkach. Polne kwiaty udawały nenufary, a wozy gospodarskie – filmowe powozy. Plan zdjęciowy dawno odjechał, ale film żył jeszcze długo w dziecięcej wyobraźni.
Historia z dwoma obliczami
Gmina Wodynie jest miejscem, gdzie historia ma dwa wyraźne oblicza. Pierwsze – poważne: powstańcze ślady, utracone prawa miejskie, dawne parafie i ziemiańskie dziedzictwo. Drugie – filmowe: plan zdjęciowy, aktorzy, kostiumy, kurz wzbijany dla kamery i nenufary, które nie zawsze chciały współpracować. I może właśnie dlatego tę historię opowiada się inaczej. Lżej. Bliżej ludzi. Bo choć przeszłość bywała tu trudna, to zostawiła także wspomnienia, które do dziś wywołują uśmiech. A gdy spaceruje się po tych terenach, można odnieść wrażenie, że gdzieś między drzewami wciąż trwa plan filmowy… i za chwilę ktoś znów wejdzie do wody po nenufary.


Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz