Był upał, były ogromne emocje i było widowisko, które do ostatnich sekund nie pozwalało nikomu być pewnym końcowego rozstrzygnięcia. W sobotę 20 czerwca na Stadionie Miejskim ARMS w Siedlcach Awenta MKS Pogoń Siedlce pokonała Energę Ogniwo Sopot 15:13 i drugi rok z rzędu sięgnęła po tytuł mistrza Polski.
Na trybunach nie brakowało kibiców, którzy mimo wysokiej temperatury od pierwszych minut głośno wspierali gospodarzy. Gorąco było jednak nie tylko za sprawą pogody. Od początku meczu było widać, że żadna z drużyn nie zamierza odpuszczać. Stawką było przecież mistrzostwo Polski.
Walka o każdy metr boiska
Finał od pierwszych minut dostarczał emocji. Oba zespoły postawiły na twardą, fizyczną grę i konsekwentną obronę. Żadna ze stron nie chciała popełnić błędu, który mógłby okazać się kosztowny w walce o złoty medal. Po pierwszej połowie bliżej celu byli siedlczanie, którzy prowadzili 12:10. Przewaga była jednak minimalna, a wszyscy zdawali sobie sprawę, że o końcowym wyniku mogą zdecydować pojedyncze akcje.
Dla Pogoni punkty zdobyli Giorgi Maisuradze, autor dwóch przyłożeń, Daniel Gduła oraz Nkululeko Ndlovu. Po stronie Ogniwa punktowali Cooper Hansen i Marzuq Maarman.
Sopocianie postawili trudne warunki
Po zmianie stron nieco lepiej prezentowali się goście z Sopotu. To właśnie oni przejęli inicjatywę i wykorzystali jedną z nadarzających się okazji. Skutecznie wykonany rzut karny pozwolił Ogniwu objąć prowadzenie 13:12. Dla siedlczan był to trudny moment. Czas uciekał, a kolejne ataki gospodarzy rozbijały się o dobrze zorganizowaną defensywę rywali. Pogoń naciskała, szukała swojej szansy, ale przez długi czas nie potrafiła znaleźć sposobu na przełamanie sopockiego zespołu.
Po objęciu prowadzenia przez Ogniwo to właśnie zawodnicy z Sopotu znaleźli się bliżej końcowego sukcesu. Gospodarze nie zamierzali jednak składać broni. Walczyli do samego końca i ta determinacja została nagrodzona. Na krótko przed końcowym gwizdkiem sędzia podyktował rzut karny dla Pogoni. Ciężar odpowiedzialności wziął na siebie rezerwowy Nkululeko Ndlovu. Zgromadzeni na stadionie kibice doskonale zdawali sobie sprawę z wagi tej próby. Chwilę później piłka poszybowała między słupy, a na trybunach wybuchła euforia. Pogoń odzyskała prowadzenie i znalazła się o krok od obrony mistrzowskiego tytułu.
Do końca meczu pozostało już niewiele czasu i goście nie zdołali odwrócić losów spotkania. Chwilę później zabrzmiał końcowy gwizdek, a radość w Siedlcach stała się faktem.
Trener wierzył do końca
Po zakończeniu spotkania trener Pogoni Łukasz Nowosz nie ukrywał satysfakcji.
– To było spotkanie trzymające w napięciu do ostatniej sekundy. Może nie najbardziej efektowne dla postronnego kibica, ale osoby znające rugby na pewno dostrzegły wiele interesujących elementów. Najważniejsze jest jednak to, że ponownie udało nam się zdobyć mistrzostwo Polski – podkreślał szkoleniowiec siedleckiego zespołu.
Zapytany o decydujący rzut karny wykonywany przez Nkululeko Ndlovu przyznał, że nie miał obaw o swojego zawodnika. – Nie obawiałem się, że nie wytrzyma presji. To profesjonalista. – mówił trener Pogoni.
Mistrzowski skład
W finałowym meczu trener Łukasz Nowosz postawił na skład: Vitaliy Kramarenko, Marcin Maciejewski, Giorgi Maisuradze, Oleksandr Shevchenko, Krystian Olejek, Alexander Nowicki, Bercho Botha, Vaha Halaifonua, Jędrzej Nowicki, Daniel Gduła, Kacper Skup, Jamie Vakalahi, Manoa Latu, Łukasz Korneć i Patryk Reksulak.
Na ławce rezerwowych znaleźli się Dominik Nowiński, Michał Gadomski, Sebastian Kostałkowski, Piotr Wiśniewski, Kacper Bogusz, Nkululeko Ndlovu, Bartosz Kubalewski oraz Panashe Dube. To właśnie jeden z rezerwowych okazał się bohaterem końcówki i zdobył punkty, które przesądziły o losach mistrzostwa Polski.
Łzy szczęścia po końcowym gwizdku
Gdy sędzia zakończył spotkanie, emocje eksplodowały zarówno na murawie, jak i na trybunach. Po wielu miesiącach ciężkiej pracy zawodnicy mogli wreszcie świętować sukces. Były okrzyki radości, wspólne zdjęcia, uściski i łzy szczęścia. Widać było, jak wiele ten sukces znaczy dla drużyny, sztabu szkoleniowego i kibiców.
W pomeczowych rozmowach z mediami kapitan Pogoni nie ukrywał, że finał był niezwykle wymagający. – Popełniałem błędy, zdarzały się pomyłki również z mojej strony. Najważniejsze było jednak to, że cały zespół cały czas szedł do przodu. Wspieraliśmy się nawzajem i nikt nie przestał wierzyć – podkreślał.
Te słowa najlepiej oddają charakter tego zespołu. Nie był to finał idealny, ale był to finał drużyny, która nawet w najtrudniejszych momentach nie zwątpiła i walczyła do samego końca.
Kibice też przeżyli swój finał
Ogromne emocje towarzyszyły również kibicom. Jeszcze długo po zakończeniu spotkania na stadionie trwało świętowanie kolejnego mistrzostwa Polski. – Wierzyliśmy w Pogoń od początku do końca, ale nie będziemy ukrywać, że momentami groził nam zawał – mówili z uśmiechem kibice, którzy po końcowym gwizdku wspólnie z drużyną świętowali zdobycie złotych medali.
Trudno było się z nimi nie zgodzić. O losach mistrzostwa zdecydowały zaledwie dwa punkty, a wynik pozostawał sprawą otwartą niemal do ostatniej akcji meczu.
O sukcesie Pogoni zdecydowały nie tylko umiejętności sportowe, ale również konsekwencja, wzajemne wsparcie i wiara we własne możliwości. Kiedy pojawiały się trudniejsze momenty, nikt nie opuszczał głowy. Drużyna wspólnie brnęła do przodu, a jej wysiłek został nagrodzony. W upalne czerwcowe popołudnie Siedlce po raz kolejny udowodniły, że należą do krajowej czołówki rugby. Po końcowym gwizdku były łzy szczęścia, ogromna radość i poczucie dobrze wykonanej pracy.
Na słowa uznania zasłużyła również drużyna Energi Ogniwo Sopot. Sopocianie postawili mistrzom Polski bardzo trudne warunki i do ostatnich minut byli blisko końcowego triumfu. Ostatecznie musieli zadowolić się srebrnymi medalami, ale swoją postawą w finale udowodnili, dlaczego znaleźli się w gronie dwóch najlepszych drużyn sezonu.
Wicemistrzowie Polski wystąpili w składzie: Marzuq Maarman, Wiktor Wilczuk, Thomas Fidler, Adam Piotrowski, Jan Mroziński, Nikodem Wołowczyk, Benet Maalo, Piotr Zeszutek, Mateusz Plichta, Cooper Hansen, Jewhenij Owerczuk, Adrian Toko Seerane, Dwayne Burrows, Olgierd Sawicki oraz Roman Żuk. W trakcie spotkania na boisku pojawili się także Filip Rau, Sylwester Gąska, Oskar Borkowski i Dmytro Mokrecow.
Mistrz Polski pozostał jednak w Siedlcach. Patrząc na emocje zawodników, trenerów i kibiców, trudno było wyobrazić sobie piękniejsze zakończenie sezonu.

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciesiedleckie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz