Na jednym z mniejszych osiedli w mieście powstało tzw. gniazdo pojemników półpodziemnych. Miało być nowocześnie i estetycznie. Ale jedna z mieszkanek mówi, że zafundowano jej: brud, smród i hałas.
Pani Bożena (imię zmienione) mieszka, na osiedlu którego granice wytyczają ulice: Rynkowa, 11 Listopada, Osiedlowa i Czerwonego Krzyża. Kobieta ma nieco ponad 50 lat. – Całe życie byłam spokojna i nie toczyłam z nikim wojen – zwierza się. – Ale tym razem miarka się przebrała – dodaje. I zaczyna snuć swoją opowieść.
Uwag nie było
Jak relacjonuje, wszystko zaczęło się w kwietniu tego roku, od zebrania mieszkańców na boisku. – Przyszło mniej więcej 50 osób, choć nasze osiedle to 460 mieszkań. Wiem, bo sprawdzałam – mówi.
O czym rozmawiano, większość mieszkańców dowiedziała się z pisma, które w czerwcu na klatkach schodowych wywiesiła Siedlecka Spółdzielnia Mieszkaniowa, administrator osiedla. Wspomniano tam o planowanych na najbliższe miesiące „zmianach związanych z poprawą estetyki”. I dodano, że będą one polegać między innymi na likwidacji osłon śmietnikowych oraz zastąpieniu ich „gniazdem pojemników półpodziemnych w centralnym miejscu osiedla”. Obok pisma został wywieszony plan, na który naniesiono zakładane zmiany. W podpisie informowano, gdzie należy zgłaszać „opinie lub propozycje”. – Kilka razy rozmawiałam ze Sławomirem Zakrzewskim, który w czerwcu był jeszcze kierownikiem gospodarki zasobów mieszkaniowych. Jak mówił, „mieszkańcy nie zgłaszali uwag” – przypomina sobie dziś pani Bożena.
Bardzo dobrze pamięta, że funkcjonujące dotychczas wiaty zamknięto na początku października. – Teraz mamy to cudo na postumencie – komentuje nie bez złośliwości. Owym „cudem” jest zapowiadane gniazdo 6 pojemników półpodziemnych. Są duże, plastikowe i faktycznie wystają z ziemi.
Maile pani Bożeny
Pierwszego maila do spółdzielni pani Bożena napisała mniej więcej 3 tygodnie później. Już wtedy postawiła sprawę jasno: „Miało być lepiej, a jest gorzej”. Dodała też: „Niestety, te śmietniki są z XXI wieku, a wygląda to jak w średniowieczu. Śmietników jest albo za mało, albo są za rzadko opróżniane” oraz: „Walające się śmieci w sercu osiedla i w bliskości placu zabaw dla dzieci, to nie był dobry pomysł”. Poza tym narzekała na smród („aż strach pomyśleć co będzie latem”) i hałas, który – czasem aż do północy – powodują klapy pojemników. Puenta też była dosadna: „proszę o rozebranie tego cuda techniki”. Gdyby to nie zadziałało, kobieta dołączyła zdjęcia, jak się później okazało, pierwsze z kilkudziesięciu. Gdyby chcieć nadać im tytuł, najbardziej pasujący brzmiałby pewnie: „Wszystkie kolory odpadów”.
W kolejnym mailu kobieta przestrzegała: „Przy obecnych deszczach te śmieci będą płynąć jak w rynsztoku. Zalęgną nam się szczury”. Pytała też: „Czy chcielibyście Państwo mieszkać w sąsiedztwie brudu i smrodu?? Przecież tam dzieci się bawią obok”.
Kilka dni później nie miała siły na przekonywanie. „DLACZEGO zgotowaliście mi ten horror pod nosem??” – chciała wiedzieć. A nieco później: „WSZYSCY PAŃSTWO wiecie o tym problemie. Jak ja mam tak żyć w śmieciach i smrodzie? Państwu to nie przeszkadza? Stojąc przy drzewach i robiąc zdjęcia czuć smród. Co będzie latem??? A przecież to obraz tego, jak Państwo gospodarują! Jak Państwo zarządzacie! Jak odpowiadacie na potrzeby mieszkańców!”.
Siedlecka Spółdzielnia Mieszkaniowa odpowiedziała jej tylko raz, pod koniec listopada. „Pojemność zastosowanych pojemników odpowiada ilości pojemników, jakie znajdowały się w wiatach, a nawet pojemność aktualna jest większa” – poinformował Sławomir Zakrzewski, teraz już zastępca prezesa. I zapowiadał: „wkrótce zostaną domontowane dodatkowe pojemniki na odpady, nie jest to produkt który stoi w sklepie tylko jest pewien czas oczekiwania na dostawę”.
Mniej więcej w tym samym czasie pani Bożena swój kolejny mail wysłała też do wiadomości urzędu miasta i przewodniczącego rady miasta. Pracownica Referatu Ochrony Środowiska w magistracie napisała: „niezwłocznie drogą telefoniczną i pocztową poinformowano Siedlecką Spółdzielnię Mieszkaniową w Siedlcach o zaistniałej sytuacji. Wezwano do usunięcia zgromadzonych odpadów i modyfikacji pojemników, tak aby zaspakajały potrzeby korzystających z nich mieszkańców”. Dodała przy tym, że to do SSM należy kierować „prośbę o rozebranie śmietników i powrót do wiat śmietnikowych”.
Wykopać i zasiać trawę
Czy ta obfita, bo licząca w sumie kilkanaście maili, korespondencja coś dała? – A jakże! – odpowiada gorzko pani Bożena. – Pod koniec listopada postawiono tu normalne kontenery, takie na kółkach, które dotąd były zamknięte w wiatach. A 2 tygodnie później kolejne. Razem jest ich 9. To zatrważająca liczba – komentuje kobieta. Jej zdaniem, ta sytuacja dowodzi, że gniazdo pojemników podziemnych w tym miejscu jest nieprzemyślanym pomysłem. – A już na pewno w kwestii „poprawy estetyki” i „uporządkowania”, o którym mówiono od początku.
Pani Bożena nie ukrywa, że to, co wyrosło niedaleko jej okna, skłoniło ją do szukania ratunku. Choćby w przepisach. Tak trafiła na „Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie”. Znalazła w nim zapis: „Dojście od najdalszego wejścia do obsługiwanego budynku mieszkalnego wielorodzinnego, zamieszkania zbiorowego lub użyteczności publicznej do miejsca do gromadzenia odpadów stałych (…) wynosi nie więcej niż 80 m. Wymaganie to nie dotyczy budynków na terenach zamkniętych”. – A tu w niektórych miejscach jest 100 m. I to mimo że w tym miejscu mieszkają głównie starsi ludzie, którzy woleliby nie uprawiać maratonu ze śmieciami – komentuje.
– Myślałam o czymś w rodzaju strajku mieszkańców, pisaniu petycji o rozebranie tego czegoś, bo podobno inne osoby też zwracały się w tej sprawie do spółdzielni – mówi nam kobieta. – Problem w tym, że tu mieszkają albo emeryci, albo młodzi, którzy wynajmują lokale, często Ukraińcy. Ci pierwsi, zwłaszcza kobiety, chętnie narzekają, ale kiedy mają podjąć jakieś działania, mówią: „Mnie już niewiele życia zostało, więc niech będzie, jak jest”. Ci drudzy wolą się nie wychylać. Poza tym realną uciążliwość odczuwają ludzie z tych nielicznych mieszkań, których okna wychodzą na ten „pałac sułtana”.
Kobieta kilkakrotnie podkreśla, że nie jest przeciwniczką pojemników półpodziemnych: – Ale te umieszczono w samym środku osiedla, choć powinny być na obrzeżu, w dyskretnym miejscu. Teraz tam, gdzie do niedawna bawiły się dzieci, mamy śmietnisko.
– To gniazdo powinno się wykopać i w tym miejscu zasiać trawę – ocenia krótko pani Bożena. – Niech te pojemniki sobie istnieją, ale na innym osiedlu, w miejscu, gdzie nie będą przeszkadzać ludziom. Przez ostatnie 30 lat mieszkańcy tych bloków wyrzucali śmieci do kontenerów w 3 zamykanych wiatach. To bywało uciążliwe, bo w tych miejscach potrafili się załatwiać bezdomni, ale przynajmniej każdy miał jedną trzecią smrodu i hałasu, niż jest teraz. Na szczęście wiaty ciągle stoją, choć mówi się, że w jednej ma być rowerownia, a w drugiej skład tzw. gabarytów i tylko trzecią czeka rozbiórka. Niech wróci to, co było dotąd – kończy.
Wszyscy przywykną?
– Udana inwestycja – ocenia krótko prezes Siedleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej Michał Golik, zapytany o gniazdo pojemników półpodziemnych w tym miejscu. I od razu podkreśla: – To nie jest wymysł mój czy SSM. Wystąpiła o to rada mieszkańców, a my się zgodziliśmy. Z tego, co wiem, rada jest bardzo zadowolona i sami mieszkańcy też. To nieprawda, że zgłaszało się do nas wiele osób z uwagami. Zresztą od tej pani dotarł do mnie tylko 1 list.
Szef SSM jednak chętnie odpowiada na postawione przez nią zarzuty. – W tej chwili nie ma żadnego zapachu. Idea tych pojemników polega na tym, że w dwóch trzecich są ona pod ziemią, gdzie temperatura jest niższa, a więc procesy fermentacyjne przebiegają wolniej i towarzyszący imodór nie jest dotkliwy. No chyba że przy wrzucaniu śmieci, kiedy podnosi się klapę. A czy rzeczywiście od gniazda do najdalej wysuniętych klatek schodowych jest ponad 80 m? Sprawdzaliśmy to. Przepis nie jest nigdzie łamany.
Zdaniem prezesa, mieszkańcy jeszcze nie przyzwyczaili się do tego rozwiązania. Na razie więc często się zdarza, że większe śmieci albo pudełka kartonowe stoją obok pojemnika. – Ale z czasem meble itp. będą lądować w przeznaczonej do tego wiacie, a tektura będzie zgniatana przed wyrzuceniem – przekonuje.
Jednocześnie Michał Golik przyznaje: w praktyce okazało się, że śmieci zmieszanych jest więcej, niż oczekiwano, stawiając tu gniazdo pojemników półpodziemnych. – Dlatego tymczasowo musieliśmy dostawić tradycyjne kontenery – mówi. – Ale my to korygujemy. Właśnie dochodzą tam 2 dodatkowe pojemniki. Poza tym dogrywamy z Zakładem Utylizacji Odpadów, żeby częściej odbierał tę frakcję.
Jak się okazuje, to dziewiąte gniazdo pojemników półpodziemnych na terenie, który obsługuje spółdzielnia. – Przy poprzednich 8 nigdy nie zetknęliśmy się z takimi zarzutami jak w tym miejscu. Ale też potrzeba było czasu na to, żeby to nowe rozwiązanie zaczęło dobrze funkcjonować. Także i tu ludzie muszą przywyknąć i zmienić przyzwyczajenia. Jestem przekonany, że niedługo wszyscy będą zadowoleni – podkreśla prezes Siedleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
– Także pani Bożena? – pytamy.
– Myślę, że za jakiś czas i ona się przyzwyczai. Proszę mi wierzyć – kończy.

0 0
Współczuję sąsiadom Pani Bożeny.. nie śmieci…
0 0
Jestem mieszkańcem tego osiedla. Również pisałam maile do spółdzielni na które nigdy nie otrzymałam odpowiedzi. Jak można zrobić na osiedlu takie śmietnisko ? To jest tragedia.