Zamknij

Zabiła trzy dni po swoich osiemnastych urodzinach. Przed siedleckim sądem rozpoczął się proces Luizy K.

20:41, 14.12.2016 | BG/FOT. AS
REKLAMA
Skomentuj

Przed Sądem Okręgowym w Siedlcach ruszył proces 18-letniej Luizy K. z Podebłocia, która w lutym zasztyletowała 62-letniego mężczyznę. Kulisy zbrodni są wstrząsające. Oskarżona przyznała się do zabójstwa, ale  twierdzi, że nie planowała, by komuś zrobić coś złego. - Wolałabym oddać swoje życie, żeby tamto zdarzenie nie miało miejsca - oświadczyła.

O tej sprawie głośno było i w lokalnych, i w ogólnopolskich mediach. 5 lutego w Podebłociu w powiecie garwolińskim (…) funkcjonariusze, którzy szukali potrąconej przez samochód sarny, znaleźli w rowie zwłoki Wiesława P. Śledczy szybko ustalili, że związek z zabójstwem może mieć mieszkająca w tej samej wsi  licealistka Luiza K. Zatrzymali ją dwa dni później w Radomiu, dziewczyna została tymczasowo aresztowana.

Wyzwanie dla Temidy
Równolegle z prokuratorskim śledztwem, swoje przeprowadzili też dziennikarze TVN i Polsatu. Ustalili m.in., że Luiza K. w 2012 r. znalazła się w sferze zainteresowania policji po tym, jak zniszczyła w szkole krzyż i Biblię oraz dopuściła się profanacji na cmentarzu. (…) Do zabójstwa doszło w czasie ferii zimowych. Po ich zakończeniu Luiza K. miała rozpocząć naukę w liceum w Garbatce-Letnisku, kontynuować pierwszą klasę. (…) Nastolatka wcześniej uczyła się liceach plastycznych w Radomiu i Nałęczowie - miała talent rzeźbiarski. Dziennikarze dotarli do szkolnych kolegów dziewczyny z Nałęczowa. Twierdzili oni, że Luiza K. nosiła ze sobą nóż w szkole i w internacie, w którym mieszkała, zachowywała się dziwnie i nieobliczalnie. Miała nawet komuś przyłożyć nóż do szyi. Ale nadmienić trzeba, że na forach internetowych nie brak też opinii osób podających się za znajomych Luizy K., którzy twierdzą, że była to osoba oryginalna, niesprawiedliwie oceniana przez otoczenia za wygląd. Brakowało jej rodzinnej miłości, skrzywdzili ją ludzie.
Na rozprawę do siedleckiego sądu Luizę K. przywieziono z aresztu w Warszawie. (…)Przeprowadzone podczas śledztwa badania nie wykazały, by dziewczyna była niepoczytalna w czasie popełnienia czynu, może więc odpowiadać przed sądem.

Zadała 10 ciosów
Luiza K. została oskarżona o dokonanie czynu z art. 148 par. 1 Kodeksu karnego, który stanowi, że "Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności". Prokuratura zarzuciła dziewczynie, że 5 lutego, działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia Wiesława P. zadała mu nożem o długości obustronnego ostrza 17,5 cm: cztery ciosy w głowę - dwa powierzchowne w policzek i dwa, które przebiły kości sklepienia czaszki; dwa ciosy w szyję, które spowodowały uszkodzenia mięśni, gardła i żyły szyjnej; cios w klatkę piersiową, który doprowadził do przecięcia żyły głównej; cios w brzuch, który doprowadził do uszkodzenia wątroby oraz dwa ciosy w przedramię. Obrażenia, jakie odniósł Wiesław P. spowodowały jego zgon na miejscu.
(…)
Luiza P. podczas pierwszych przesłuchań w śledztwie utrzymywała, że nie pamięta, co wydarzyło się 5 lutego, bo była mocno odurzona alkoholem i lekami. Do zabójstwa przyznała się 16 września, na początku października złożyła obszerne wyjaśnienia. Przed sądem podkreśliła, że wcześniej "nie przyznawała się, bo nie chciała przyznać się przed samą sobą, że dokonała czegoś tak strasznego". Ponadto nie zgadzała się z zarzutami policjantów, iż napadła na bezbronnego człowieka, żeby mu ukraść kurtkę i portfel. - Do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, co się stało, żałuję tego. Wolałabym oddać swoje życie, żeby tamto zdarzenie nie miało miejsca - mówiła przed sądem. Na sali rozpraw na pytania odpowiadała spokojnie, rzeczowo, z namysłem. Nie okazywała emocji.

Rum, bimber, leki i nóż
Z wyjaśnień oskarżonej wynika, że 5 lutego odwiedził ją w domu kolega z Otwocka Krzysztof M. Oboje wypili małą buteleczkę rumu, pili też mocny bimber. (…) Krzysztof M. zajmował się handlem dopalaczami i lekami, przywiózł ze sobą jakieś specyfiki. Luiza K. przed sądem potwierdziła, że już jako 13 i 14-latka regularnie piła piwo, zażywała rozmaite leki i dopalacze.
Feralnego dnia około 14 oboje postanowili pójść do miejscowego baru. Dziewczyna wzięła ze sobą nóż. (…) zamówili pizzę i piwo. 18-latka przed sądem wyjaśniała, że pierwszy raz w życiu czuła się tak mocno pijana, urywał jej się film, wymiotowała w łazience. W końcu oboje zostali z lokalu wyproszeni. Było już ciemno, gdy dziewczyna poszła odprowadzić Krzysztofa M. na pociąg. Ze składu, który nadjechał, wysiadł ojciec Luizy K. Mężczyznę zdenerwował widok pijanej córki z "Romeo", miał dziewczynę wyzywać i szarpać. Pociąg z Krzysztofem M. odjechał, a 18-latka ruszyła pieszo do domu.
Luiza K. twierdzi, że gdy szła w ciemnościach, ktoś na nią napadł. - Leżałam na plecach, na boku. Napastnik na mnie siedział, dusił. Krzyczałam i płakałam, próbowałam wyrwać się i uciec. Bałam się, że zostanę zgwałcona. Wpadłam w histerię i w pewnym momencie w moich rękach znalazł się nóż. Machałam nim na oślep - relacjonowała. Nie umiała odpowiedzieć na pytanie oskarżyciela posiłkowego, dlaczego skoro miała tylko "machać nożem", Wiesław P. miał poderznięte gardło i głębokie rany kłute.

Gdyby wtedy nie przyjechał…
Po powrocie do domu Luiza K. wymieniała nerwowe SMS-y z przyjaciółką, w końcu ok. godz. 21 wyszła na dworzec po swoją matkę. Przechodziła obok miejsca zbrodni, widziała pracujących tam policjantów. Próbowała pozbyć się dowodów, m.in. noża. Ubrania, które nosiła 5 lutego, chciała spalić w lesie, ale jej się nie udało. Wskazała policji miejsce, gdzie zakopała ubrania razem z nożem. Po zbrodni wyjechała do przyjaciółki do Radomia, tam zatrzymali ją policjanci.
Krzysztof M. kilka dni po zdarzeniu popełnił samobójstwo. - Może czuł się winny tego zajścia. Gdyby on wtedy nie przyjechał, to wszystko nie miałoby miejsca. Nie piłabym alkoholu, nie zażywałabym tabletek - mówiła przed sądem Luiza K.
Na rozprawie 9 grudnia przesłuchano kierowców, którzy zatrzymali się przy rannej sarnie, (….) oraz brata ofiary. - Brat był kawalerem, to był "dusza człowiek"  – relacjonował ten ostatni. - Lubił sobie wypić czasem piwo, ale nigdy nie był agresywny, nie zaczepiał kobiet. Znam oskarżoną z widzenia, ale nie umiem nic powiedzieć na jej temat.
Rozprawa w Sądzie Okręgowym będzie kontynuowana jeszcze w grudniu.

O innych wątkach tej sprawy w papierowym wydaniu Życia Siedleckiego z 16 grudnia

(BG/FOT. AS)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (3)

STRASZNESTRASZNE

2 1

Dziewczyna właściwie jest jeszcze dzieckiem, a przez swoją głupotę z tego felernego dnia spaprała sobie całe życie. Alkohol, dopalacze, później nic nie pamięta, a niewinny, przypadkowy człowiek nie żyje. Miał okropnego pecha , że akurat znalazł się w nieodpowiednim miejscu. Ta dziewczyna dostanie duży wyrok za tak potworny czyn. Jak wyjdzie, będzie skreślona przez społeczeństwo. 14:56, 20.12.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Grubo!Grubo!

0 0

Młoda zmarnowała sobie życie! 15:54, 10.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Grubo!Grubo!

1 0

Dziewczyna zmarnowała sobie życie. 15:57, 10.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone