Zamknij
REKLAMA

Nam wchodzić zakazano

16:00, 23.05.2020 | L.K
Skomentuj
REKLAMA

W dobie pandemii wiele urzędów zamknęło swoje drzwi przed interesantami. Sprawy załatwiane są telefonicznie lub w razie nagłej potrzeby klienci przyjmowani są tuż przy wejściu do budynku z zachowaniem wszelkich zasad ostrożności.

Jednak są sytuacje kiedy sprawy służbowe muszą być załatwiane osobiście. Dotyczy to na przykład radnych, którzy sprawują mandat społeczny i z woli wyborców muszą od czasu do czasu w Urzędzie Miejskim się pojawić. Oczywiście zachowując rygor sanitarny. Jednak to co spotkało dwóch węgrowskich radnych miejskich jest niezrozumiałe i wręcz kuriozalne. W marcu do urzędu wejść nie mógł Jacek Giers, miesiąc później podobny los spotkał Andrzeja Grabka. Bo nie uprzedzili telefonicznie, że w urzędzie się pojawią.

Piąte koło u wozu

- Dla mnie cała ta sytuacja jest niezrozumiała. Nie chodzi o to, żeby witać radnego kwiatami. Ale, o to, że zostaliśmy potraktowani jak ewentualne zagrożenie stanu epidemicznego. W samorządzie jestem już dosyć długo, zdarzyły się historie niezwykłe, ale to, że radny nie może wejść do biura i załatwić sprawy służbowej to już przechodzi ludzkie pojęcie - mówił wyraźnie zbulwersowany radny Grabek

Wtórował mu radny Jacek Giers dla którego cała ta sytuacja jest niezrozumiała i nie do przyjęcia.

– Nie można traktować radnego jak piąte koło u wozu. Tym bardziej, że ja i radny Grabek byliśmy w rękawiczkach i maseczkach – dodał.

- 28 kwietnia udałem się do biura rady miejskiej, aby przed sesją, która zaplanowana była na 30 kwietnia załatwić kilka spraw, m.in. dotyczące przygotowanych materiałów oraz interpelacji radnych. Oczywiście, że założyłem maseczkę i rękawiczki. Niestety już przy wejściu zostałem zatrzymany i nie pozwolono mi przejść dalej. O całej sprawie powiadomiłem przewodniczącą rady Zofię Paczóską oraz poinformowałem podczas sesji wszystkich radnych. Czy są inni i tamci? - pyta Andrzej Grabek. Jak dodaje widział przechodzące osoby, które nie miały żadnego zabezpieczenia sanitarnego.

Zmieniona formuła

Sesja miała charakter zdalny. Przewodnicząca, którą „przygoda” radnego Grabka również  zbulwersowała poruszyła temat podczas obrad.

- Radny zachował się odpowiedzialnie, miał maskę i rękawiczki, więc nie rozumie dlaczego nie został wpuszczony. Kto podjął taką decyzję? – pytała.

Do odpowiedzi wywołany został burmistrz Paweł Marchela, który poinformował że formuła pracy urzędu zmieniła się 16 marca, a więc z chwilą ogłoszenia stanu pandemii.

- Z tego powodu sprawy załatwiane są przez internet lub telefon. Petenci muszą się umawiać na konkretną datę i godzinę. Nasza zapobiegliwość i ostrożność sprawiła, że w Węgrowie nie było zakażenia. Większość urzędów działa podobnie – powiedział burmistrz Marchela.

Dodał, że w tym czasie w  sali obok biura rady zebrała się komisja i dołączenie radnego spowodowałoby przekroczenie przepisu i odległości pomiędzy osobami. Poinformował, że jedna z pracownic zeszła do przedsionka gdzie przebywał radny i przekazała mu potrzebne dokumenty. Z taką formą komunikowania nie zgadzał się radny Grabek, który powoływał się na mandat radnego jednocześnie informując, że do urzędu nie przyszedł na kawę ale jako reprezentant mieszkańców.

Nie pierwszy raz

- To utrudnianie wykonywania mandatu. Nikt nie zainteresował się całą tą sytuacją. Nawet przechodzący obok burmistrz – stwierdził radny. Dodał jednocześnie, że nie zauważył aby był on w rękawiczkach i maseczce. Słowa radnego oburzyły burmistrza, który zapewnił, że środki ochrony nosi i zachęca do tego innych. A o złośliwościach nie ma mowy. Jednak podobna sytuacja wydarzyła się miesiąc wcześniej i głównym bohaterem był także radny. Chodziło o Jacka Giersa, który również chciał załatwić w urzędzie sprawy związane ze sprawowaniem mandatu radnego.

- 31 marca przyszedłem do urzędu aby przekazać protokół z posiedzenia komisji oraz pobrać druk oświadczenia majątkowego. Niestety nie dane mi było tego zrobić. Nie mogę pojąć postępowania urzędników. Czy jako radni nie jesteśmy do niczego potrzebni? – pytał wyraźnie zbulwersowany radny Giers.

Mali chłopcy

I znów do całego tego zamieszania odniósł się burmistrz Marchela, który tłumaczył, że być może w dobrym funkcjonowaniu przeszkadzają procedury i zakazy, które nie są adekwatne do sytuacji. Zapewnił, żeby nie doszukiwać się tutaj drugiego dna ani podtekstów.

- Nie jesteśmy małymi chłopcami chodzącymi do tej czy drugiej szkoły. Może zawiedli tutaj urzędnicy. Bo jeżeli ktoś obawia się kontaktów z innymi to powinien znaleźć nową pracę – poradził radny.

Całą dyskusją zniesmaczony był radny Radosław Łuszczyński, który apelował o merytoryczną dyskusję i nie uprawianie prywaty. Z takim stwierdzeniem nie zgodziła się przewodnicząca Paczóska, która zamykając dyskusję stwierdziła, że czasem warto porozmawiać o tym co boli radnych.

(L.K)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA