Zamknij
REKLAMA

Wierzy, że dobro powraca. Pomóżmy jej to udowodnić!

11:35, 16.10.2019 | KS
REKLAMA
Skomentuj

Być może nawet nie wiesz, że ją spotkałeś. Moja żona Asia stanęła na drodze setek ludzi, bo od lat pracuje jako pielęgniarka. Codziennie ma kontakt z pacjentami, asystowała przy wielu operacjach. I nikt z nich nie powie o niej złego słowa. Bo zawsze starała się ulżyć czy pomóc pacjentom, których los stawiał w jej życiu.

Z Asi ust nigdy nie padło: nie mogę, to nie moja sprawa, nie wiem, jak pomóc. Kto ją zna, wie, że serce ma na dłoni. Nie przesadzę, mówiąc, że to chodzący anioł, który pomoże każdemu. Bo w życiu kieruje się prostą dewizą, jakiej uczy również mnie i naszych trzech wspaniałych synów: wierzę, że dobro powraca. Teraz to ona potrzebuje naszej pomocy.

U żony zdiagnozowano naczyniaka jamistego na pniu mózgu. O chorobie dowiedzieliśmy się rok temu przypadkiem: Asia doznała urazu głowy, trafiła do szpitala, gdzie wykonano tomografię komputerową. Okazało się, że oprócz pourazowego krwiaka w mózgu jest coś jeszcze… Wstępna diagnoza: naczyniak jamisty na pniu mózgu. Dodatkowe badanie rezonansu magnetycznego potwierdziło najgorsze… Co czuliśmy? Szok, strach i lęk, co będzie dalej. Nasz najmłodszy syn ma tylko 3 latka. Asia, choć wiele potrafi znieść, wiele widziała i sama też sporo przeszła, załamała się. Jednak medyczne wykształcenie wzięło górę nad emocjami i zaczęliśmy działać. Po kilku konsultacjach neurochirurgicznych zalecenie było jednogłośne: obserwujemy i dopóki nie pojawią się objawy neurologiczne, nie ruszamy. Wszystko z powodu lokalizacji naczyniaka w pniu mózgu - miejscu, gdzie przebiegają wszystkie ścieżki życia odpowiedzialne za utrzymanie funkcji życiowych. Lekarze nie ukrywali, że operacja może skutkować dużymi powikłaniami, łącznie z paraliżem połowiczym oraz śmiercią.

Mimo olbrzymiego stresu próbowaliśmy żyć normalnie, obserwować stan Asi, jak nam to zalecono. Niestety… Od lipca jej stan znacznie się pogorszył. Zaczęła drętwieć ręką i noga po lewej stronie. Wyniki kolejnych badań zwaliły nas z nóg: naczyniak rośnie i uciska na nerwy. Na chwilę obecną występuje już bardzo silne drętwienie połowy ciała, a szczególnie głowy i ręki, połączone z ogromnym bólem, który staje się nie do wytrzymania. Silnie rozpieranie w głowie powoduje, że Asia nie może normalnie funkcjonować, zaś leki otumaniają ją. Teraz nie mamy już na co czekać, operacja stała się konieczna i to jak najszybciej.

Naczyniak jamisty jest usytuowany w głębokich strukturach mózgu i dotyka do samego pnia mózgu, co dodatkowo komplikuje sam zabieg. W Polsce procedura ta wykonywana jest rzadko, a to niestety przekłada się bezpośrednio na dużo większą liczbę deficytów neurologicznych pozabiegowych łącznie ze zgonami.

Szukając informacji, trafiliśmy do ośrodka INI w Hannoverze. Jesteśmy już po konsultacji. Prof. Helmut Bertalanffy, który wykonał wiele operacji z naczyniakiem w tej lokalizacji z bardzo dobrym efektem, podejmie się wykonania zabiegu. Mówi nie tylko o dużo większych szansach na przeżycie, ale o całkowitym wyzdrowieniu. Jednak, jak zawsze, przeszkodą są pieniądze… Operację wyceniono na 335 tysięcy złotych. A to nie koniec, bo potem Asię czeka długa i żmudna rehabilitacja, która również pochłonie znaczne środki. I choć zarówno my, jak i cała nasza rodzina, oddamy wiele, by ratować zdrowie Asi, to sami wiele nie zdziałamy… Dlatego z całego serca prosimy o wsparcie naszej zbiórki. Liczy się każdy grosz, każda złotówka.

(KS)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone