Zamknij
REKLAMA

Uratujmy Stasiowe serduszko!

08:17, 14.02.2019 | KS
REKLAMA
Skomentuj

15 sierpnia 2017 roku - ta data będzie na zawsze w naszych sercach, to wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Tak bardzo cieszyliśmy się, że nareszcie udało się! Data również bliska memu sercu, bo to urodziny mojego ukochanego taty, którego już z nami nie ma. Wtedy pomyślałam sobie, że to dobry znak!

Ciąża przebiegała prawidłowo, aczkolwiek gdzieś tam z tyłu głowy towarzyszył nam strach, czy aby na pewno wszystko jest dobrze. W 12 tygodniu zrobiliśmy w Warszawie test Pappa i usg prenatalne, wtedy zaczął się nasz pierwszy stres. Wszystkie parametry były ok, oprócz jednego, lekarz nie znalazł kości nosowej, a test Pappa w trisomnii 21 wykazał 1:350. Zrozpaczona zadzwoniłam do swojej doktor, która umówiła się ze mną na następny dzień na usg. Poszliśmy bardzo przestraszeni, ale i pełni nadziei, że wszystko jest dobrze. Pani doktor bardzo dokładnie oglądała buzię naszego malucha i powiedziała: ja kość nosową widzę, jest mała, ale jest. Ulga jaką poczuliśmy jest nie do opisania! Wiedziałam, że jest dobrze! Nie mogło być inaczej! I z tą radością dotrwaliśmy do 22 tygodnia ciąży, do wizyty i do usg połówkowego. Wtedy wiadomość o chorym serduszku naszego malucha spadła jak grom z jasnego nieba. Ta sama Pani doktor, robiąc usg długo milczała, już czułam że coś widzi, myślałam, że może jednak tej kości nosowej nie ma, jednak prawda okazała się dużo gorsza. Pani doktor powiedziała, że według niej obraz serduszka jest nieprawidłowy, nie widzi podziału na 4 komory. Wysłała nas na echo serca płodu do Warszawy. Tam na dwa dni przed Wigilią lekarz potwierdził, że Staś będzie miał wadę serca i że powinnam pomyśleć o porodzie w Warszawie. To co czuliśmy wtedy to koszmar, całą drogę do domu milczeliśmy i płakaliśmy na zmianę. Zadzwoniła do mnie moja doktor i próbowała wspierać, zresztą do końca ciąży była naszym dobrym aniołem, który pomagał nam przetrwać te dni i tylko ona wraz z nami wierzyła, że oprócz chorego serca, Stasiowi nic nie jest.

Oczekiwanie na dziecko i cała radość z ciąży przeszły w rozpacz i strach. Tak bardzo się baliśmy co będzie po porodzie, co będzie ze Stasiem, czy będzie żył? Te pytania były z nami non stop, dzień i noc.

16 kwietnia na świecie pojawił się nasz cud. Od razu trafił na OIOM i tam czekał 2 tygodnie na transport do Centrum Zdrowia Dziecka. Kiedy już tam trafił, został poddany operacji, założono mu zespolenie BT, bo ciągle było brane pod uwagę to, że Staś będzie miał jednokomorowe serce. W szpitalu byliśmy siedem długich i bardzo trudnych tygodni. Wychodziliśmy ze szpitala nie wiedząc tak naprawdę nic. Postanowiliśmy nie czekać, udaliśmy się do Krakowa na konsultację do najlepszego kardiochirurga, prof. Malca. Profesor po przejrzeniu badań stwierdził, że Staś będzie miał dwukomorowe serce i dał nam wszystkie namiary na klinikę w Niemczech, gdzie sam pracuje. Umówiliśmy się, że wyślemy wszystkie dokumenty Stasia drogą mailową i będziemy w kontakcie.

I tak 5 lutego otrzymaliśmy maila od Pani docent, która współpracuje z profesorem, że Staś został zakwalifikowany do operacji w Niemczech. Łzy radości popłynęły w naszym domu! Nareszcie szansa na normalne leczenie, nareszcie poczuliśmy ulgę, że nasze dziecko trafi w najlepsze ręce. Koszt takiej operacji to 33,5 tys. euro (około 150 tys. złotych) Nie jesteśmy w stanie sami pokryć kosztów tej operacji, dlatego zwracamy się do ludzi o dobrych sercach o pomoc. Każdy grosz jest na wagę złota, każda złotówka to krok bliżej do operacji. Błagamy nie bądźcie obojętni, pomóżcie nam w walce o naszego syna, na którego tak długo czekaliśmy. Staś musi żyć!

Okazja do pomocy nadarzy się już 16 lutego. Wtedy zostanie rozegrany turniej charytatywny w Łosicach. W trakcie jego trwania będzie prowadzona zbiórka funduszy potrzebnych na operację. Kolejny turniej odbędzie się w Tłuszczu, zaś finał 3 marca w Wołominie.

Uratujmy Stasiowe serduszko!

(KS)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone