Podczas awantury domowej w Jabłonnie Lackiej matka chciała wyrzucić z balkonu półtoraroczną córeczkę. Tragedii zapobiegł dziadek dziecka.
Pan Leszek z Jabłonny Lackiej dostaje dreszczy, kiedy pomyśli, co mogłoby się stać gdyby w porę nie chwycił za ręce synowej. Było o krok od tragedii, bo kobieta wymachiwała półtoraroczną dziewczynką na balkonie pierwszego piętra. Zagroziła, że wyrzuci dziecko.
- Złapałem ją wpół i to w ostatniej chwili, bo zamierzyła się żeby wyrzucić Marysię - wspomina pan Leszek dziadek dziewczynki. Zawołałem syna i razem z nim zabraliśmy siłą Marysię. Dziecko bardzo płakało, bo przestraszyło się tego, co wyrabiała z nim matka. Rankiem synowa przyjechała żeby odwiedzić wnuczkę. Decyzją sądu tymczasowo Marysia jest u nas do chwili zakończenia sprawy o ustalenie kto będzie pełnił władzę rodzicielską. Sąd tak zadecydował, bo synowa nienależycie opiekowała się wnuczką. Dziecko było zaniedbane, synowa często zostawiała je bez opieki w domu swoich rodziców. Właśnie tego dnia, gdy do nas przyjechała, miała się pogodzić z synem. Ale zamiast tego wszczęła awanturę, zaczęła krzyczeć, że ją biję. Chwyciła dziecko na ręce i wybiegła na balkon.
Matka dziewczynki nie przyznaje się do tego, że chciała wyrzucić córeczkę. - To oni mnie bili i ja uciekłam na balkon - mówi. - Zresztą nie muszę się tłumaczyć kwituje.
ANDRZEJ WOŹNIAK
Więcej w ŻS z 5 stycznia
Imię dziecka zostało zmienione
| « poprzednia | następna » |
|---|