Zamknij

Wójt Ceranowa do pracownic: ty k*rwo, p*zdo, c*po. Odpowiada za mobbing.

10:29, 02.11.2018 | BOŻENA GONTARZ-GÓRZNA
REKLAMA
Skomentuj

W środę, 31 października, w Sądzie Pracy w Siedlcach odbyła się kolejna rozprawa byłej pracownicy Urzędy Gminy Ceranów przeciwko wójtowi o mobbing. - Nie wyobrażam sobie żeby tak zwracać się do ludzi, bo zwierzęta się lepiej traktuje – tak zachowanie Krzysztofa Młyńskiego podsumował jeden ze świadków.

Na trzech rozprawach we wrześniu i październiku siedlecki sąd przesłuchał świadków powołanych przez powódkę Jadwigę Żochowską, w sumie 17 osób. Kobieta przez 40 lat pracowała w ceranowskim urzędzie, ostatnio zajmowała się inwestycjami, budownictwem i przetargami. W ostatniej kadencji popadła w niełaskę u wójta Krzysztofa Młyńskiego, który – jak wynika z zeznań szeregu świadków – zafundował swojej podwładnej, upokorzenia i piekło. Skończyło się tym, że w grudniu 2016 r. urzędniczka, która przez 2 dni siedziała na korytarzu, bo wójt nie chciał wpuścić jej do pokoju, w którym pracowała, zasłabła i została odwieziona do szpitala. Przez wiele tygodni była na zwolnieniu lekarskim, a gdy wróciła do pracy – od razu dostała wypowiedzenie. Wygrała już w I instancji sprawę o przywrócenie do pracy, toczą się 2 inne postępowania, w tym o mobbing.

Na celowniku wójta
Zaznania tych 17 osób – byłych i obecnych pracowników urzędu na różnych stanowiskach oraz radnych były dość spójne i przedstawiały szokujący obraz relacji panujących w Urzędzie Gminy Ceranów za rządów wójta Krzysztofa Młyńskiego. Został on wójtem w 2010 r., miał wówczas 27 lat, dziś jest 35-latkiem.
- On wcześniej był zwykłym pracownikiem w urzędzie, zachowywał się wobec wszystkich w porządku. To się zmieniło, jak został wójtem, zamiast na „ty” kazał sobie mówić panie wójcie” - zeznała w sądzie urzędniczka, która przepracowała w UG Ceranów ponad 40 lat. - Powódka była jedną z trzech ofiar, wobec których wójt nie miał żadnych skrupułów. Oprócz Jadwigi Żochowskiej były dwie inne starsze pracownice. Wójt zmuszał powódkę do wykonywania różnych rzeczy, których ona nie mogła wykonać. Jednym z przykładów było to, jak przy sporządzaniu wniosków na drogi powodziowe wójt proponował drogi do remontu i jednym z elementów było zdjęcie dokumentacji drogi, takiej, na której po opadach często stała woda. Wójt kazał powódce zrobić zdjęcie tej drogi, ale nie tej, na której stała woda, bo akurat była sucha, tylko innej i dołączyć do dokumentacji. Powódka odmówiła i po tym poleciały wobec niej wyzwiska. Wójt mówił, że jest głupia, nienormalna, żeby się leczyła, żeby się zwolniła z pracy. Non stop to się powtarzało. Może jeden dzień w tygodniu był, taki, że tych słów nie było. Normą były krzyki. Było też zamykanie powódki w pokoju. (…) Większość pracowników była cały czas na lekach uspokajających – dodała.
Inna zeznająca przed sądem urzędniczka z 40-letnim stażem pracy o powódce powiedziała wprost: „ona była najlepszym pracownikiem w Urzędzie Gminy”. O fachowości Jadwigi Żochowskiej, jej dużej wiedzy i doświadczeniu mówili też inni.

Wyzwiska z błędem ortograficznym...
Kilkunastu świadków zrelacjonowało upokarzający powódkę incydent, jaki miał miejsce w urzędzie gminy. -Wiem, że wójt napisał, tak podejrzewamy na drzwiach powódki „Mihałowa do c*pa”. To było napisane z błędem, przez samo „h”, a znanym był fakt, że wójt robił dużo tego typu błędów ortograficznych – relacjonowała kobieta, była stażystka z urzędu.
- Było napisane na drzwiach ołówkiem „Mihałowa to c*pa”. Nie wiadomo, kto to napisał, podobno akurat wtedy popsuła się kamera, policja przyjechała i stwierdziła, że skoro kamera się popsuła, to nie ma winnego – zeznał przed sądem były palacz z UG.
- Do powódki i do wszystkich wójt odnosił się, jakby był Bogiem, a reszta to były mrówki. Miał wszystko za nic. Woda sodowa uderzyła mu do głowy. Krzyczał, mówił szybko co kto ma zrobić, a jak ktoś chciał dopytać, to dodawał, że on tylko raz mówi. Nie pomagał, tylko przeszkadzał, wszystkich krytykował. Słyszałem bez przerwy te jego wyzwiska – opowiadał przed sądem doradca rolniczy, który miał regularne dyżury w UG Ceranów.

Zebrania z obelgami
- Wójt nie szanował Jadzi, zwracał się do niej przezwiskami. Mówił, ze jest chora, żeby się leczyła, albo żeby się zwolniła. Używał wobec niej niecenzuralnych słów, np. pi*da, ku*wa. Idzie się do wójta podpisać pismo i on używał takich słów, jak mu coś nie pasowało. Czasami jak powódka chciała coś uzgodnić wójtem i coś było nie po jego myśli, to używał takich słów. Krzyczał na powódkę i krzyczy do dzisiaj na innych pracowników – relacjonowała jedna z młodszych urzędniczek. Zaznający zgodnie przypominali też, że urzędniczka godzinami próbowała uzyskać od wójta podpis na dokumencie, on ją lekceważył, odsyłał – choć czasem był to ostatni dzień na wykonanie jakiejś czynności.
- Krzyki były codziennie, interesanci to wszystko słyszeli i się dziwili, że takie rzeczy dzieją się w urzędzie. Na mnie też wójt powiedział, że „ma tego ch*ja dość”. Przeszedłem przez ostatnie pół roku tyle, że miałem dość – zeznał z kolei pracownik fizyczny gminy, zwolniony w 2016 r.
- Wójt mówił o starszych pracownicach „stare pi*dy”, że są niedouczone, że nie znają się na pracy. Jaka jest prawda przekonałam się, jak podjęłam tam pracę. Nikt tam nie spędzał czasu na pogaduszkach i piciu kawy, tylko każdy starał się wykonywać obowiązki – mówiła w sądzie kobieta, która jako stażystka spędziła kilka miesięcy w UG Ceranów. -  Wójt bardzo często robił zebrania pracowników. To mnie przerażało, bo oczerniał wtedy pracowników na forum publicznym. Z takiego pierwszego zebrania, na którym byłam, wyszłam z płaczem, chociaż nic, o czym tam mówiono, mnie nie dotyczyło – dodała.
- Według mnie wójt nie zachowuje się jak normalny człowiek, nie wyobrażam sobie żeby tak zwracać się do ludzi, bo zwierzęta się lepiej traktuje – tak zachowanie Krzysztofa Młyńskiego podsumował jeden z zeznających radnych.

Jedna w obronie...
W środę, 31 października, przed sądem stawiły się tylko dwie osoby, powołane przez stronę wójta.  Pozostali nie wytłumaczyli się z nieobecności, na Reginę S. unikającą zeznań, sąd nałożył 500 zł grzywny, a wezwanie na kolejną rozprawę ma jej dostarczyć policja. Reprezentująca wójta prawniczka Marta Pogorzelska próbowała doprowadzić do utajnienia rozprawy, ale sąd się na to nie zgodził.
Radca prawny Bogumił Sikorski w UG Ceranów pracował 5 miesięcy, na przełomie 2016 i 2017 r., był w gminie tylko kilka razy i nie wniósł do sprawy nic nowego.

Jeśli chodzi o drugiego ze świadków, wezwanych przez obronę, ceranowską fryzjerkę, to trudno powiedzieć, czy jej zeznania pomogły wójtowi, chyba jednak bardziej go pogrążyły. Kobieta opowiadała m.in. jak próbowała odwieść od samobójstwa jedną z pracownic UG Ceranów. Urzędniczka groziła odebraniem sobie życia, a w liście pożegnalnym chciała obciążyć wójta. Z desperackiego kroku zrezygnowała. Z uwagi na dramatyczny kontekst tych wydarzeń, szczegółów nie podamy.
Fryzjerka przyznała, że wójt Krzysztof Młyński jest kolegą jej syna, poza tym syn prowadzi lokal, w którym odbywały się organizowane przez gminę imprezy. Jako jedyna zaprzeczała, by w urzędzie miały miejsce wulgarne zachowania wójta.

Kolejna rozprawa w tej sprawie w grudniu...

(BOŻENA GONTARZ-GÓRZNA)
REKLAMA

Komentarze (1)

??????

4 0

To jakieś średniowiecze! Co to książę na urzędzie? 09:37, 07.11.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone