Gdzie jest miejsce starego człowieka?

18:58, 18.09.2017 | MT
REKLAMA
Skomentuj

Pan Józef ma 95 lat. Od 30 mieszka sam na 13,2-metrowej powierzchni w kamienicy przy ul. Browarnej w Siedlcach.  Sprawia wrażenie spokojnego, nikomu nie wadzącego, schorowanego  staruszka. Jednak wokół jego osoby oraz wokół zajmowanego przez niego mieszkania już od wielu lat panuje pewne zamieszanie, a nawet toczy się konflikt. Choć wszystkie strony tego sporu są zdania, że człowiek powinien w spokoju dożyć swoich dni, porozumienia na horyzoncie nie widać. Sprawa weszła już nawet na tory sądowe.

Kamienica przy ul. Browarnej, w której pan Józef wynajmuje mieszkanie jest własnością prywatną. Już sam metraż lokalu dostarcza pola do polemiki. Choć nikt nigdy ścian nie przesuwał, na różnych dokumentach widnieją różne dane dotyczące powierzchni – w starszej dokumentacji  jest to 12,5 m kw., później - 14 m kw., a najnowsze rachunki wskazują 13,2 m kw. - Powierzchnia została określona na podstawie inwentaryzacji budynku mieszkalnego sporządzonej na potrzeby przebudowy centralnego ogrzewania – informuje właścicielka kamienicy. 

400 zł i ani grosza…
Mieszkanie wygląda bardzo biednie, nie ma w nim toalety i łazienki. Miesięczny koszt utrzymania go wynosi obecnie prawie 440 zł, z czego kwotę 350 zł stanowi czynsz, resztę natomiast, czyli prawie 90 zł - opłaty dotyczące mediów. Wcześniej sam czynsz wynosił 320 zł, dodatkowe 30 zł to skutek: według jednej  ze stron konfliktu - „wymuszenia” dodatkowych opłat związanych z użytkowaniem komórki lokatorskiej, natomiast według drugiej – m.in. remontu klatki schodowej.
Już od 2016 roku, co miesiąc, na konto administratora budynku wpływa jedynak (zamiast wymaganych prawie 440) 400 zł. Tym samym zadłużenie rosło i rośnie nadal.

…„bo to wyzysk”
Pan Józef z uwagi na swój stan zdrowia i wiek nie jest w stanie sam doglądać swoich spraw, również finansowych. Reprezentuje go córka Teresa, która jest zdania, że właścicielka kamienicy robi wszystko, by pan Józef wyprowadził się z zajmowanego mieszkania. Ustalony czynsz córka uznaje za wygórowany, a nawet wyzyskujący.  Dlatego nie przelewa na konto administratora pełnej kwoty. Zadłużenie stało się podstawą do nieprzedłużenia umowy wynajmu z panem Józefem (obecnie zajmuje on lokal bezumownie), a także przedmiotem sprawy w sądzie.
We wniosku o oddalenie powództwa dotyczącego zalegania z opłatami czytamy: - Podpisywałem umowy najmu z Powódką, godząc się na wszystko, bo jestem w przymusie - to jest mój dom i nie mam gdzie mieszkać (…) 12,5 m kw. to zaledwie przedpokój u innych z domach, ale dla mnie cały świat. Powódka wykorzystuje to, że jestem już w takim wieku, że nie dam rady się bronić, nie znam prawa”. Pan Józef rzeczywiście zdaje się nie mieć narzędzi do obrony, spoglądając jednak na stos wzorowo zredagowanych pism, „obrona”, która go reprezentuje, nie jest pozbawiona „oręża”. Dalej we wniosku pojawiają się inne uzasadnienia mające na celu dowieść, że wysoki czynsz to sposób na zniechęcenie lokatora do dalszego wynajmu. Pojawia się też  temat „rosnącej” powierzchni. Argument ten właścicielka odpiera  stwierdzeniem: stawka czynszu nie jest w tym przypadku zależna od metrażu.

To ja jestem ta zła?
- Tu nie chodzi o pieniądze, a problem ciągnie się przez lata – przyznaje właścicielka kamienicy przy Browarnej.  Pozostawmy na moment kwestię tego ile powinien płacić za mieszkanie pan Józef, a skupmy się na drugiej stronie medalu. Prusaki, karaluchy i nieprzyjemny zapach – to przyczyny, które podają inni lokatorzy kamienicy uzasadniając  swoje wypowiedzenia umowy najmu. Na samych skargach od sąsiadów się bowiem nie skończyło. – Dezynsekcja nie przynosi skutku, ponieważ nie ma możliwości przeprowadzenia jej na całej powierzchni mieszkania – tłumaczy nam właścicielka. „Brak należytego, zgodnego z zasadami higieny, porządku” stanowi też uzasadnienie wypowiedzenia umowy najmu skierowanego do pana Józefa jeszcze w 2015 roku. W odpowiedzi na wypowiedzenie czytamy z kolei, że „informacje (m.in. o nieprzestrzeganiu zasad higieny – przyp. red.) są fałszywe i nie poparte żadnymi dowodami”.
Jest jeszcze kwestia braku domofonu w mieszkaniu pana Józefa – córka skarży się, że jej ojciec został pozbawiony kontaktu ze światem, właścicielka – że lokal nie został udostępniony, by móc zainstalować domofon. Są też inne słowa przeciw słowom…

W opinii MOPR
W styczniu tego roku do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie ktoś zadzwonił anonimowo z informacją, że pan Józef mieszka sam, jest leżący i niesamodzielny, nikt go nie odwiedza, nie ma co jeść, jest zaniedbany, a z jego mieszkania wydobywa się nieprzyjemny zapach.
Oto, co zastało dwóch pracowników socjalnych: „Pan Józef osobiście otworzył drzwi. Nie czuć było żadnego przykrego zapachu. W lodówce było jedzenie”. MOPR wskazuje też na to, że główny bohater naszego artykułu jest samodzielny, na ile pozwala mu jego wiek, opiekuje się nim i pomaga mu jego córka, a mieszkanie jest czyste i zadbane. Z ośrodka otrzymujemy też informację, że pan Józef nie wyraża zgody na umieszczenie go w Domu Pomocy Społecznej.

Zamiast happy end’u
- Nikogo nie wyrzucam, nie założyłam sprawy o eksmisję, nie odcięłam mediów. Za to czuję się jakbym nie miała żadnego prawa jako właścicielka, bo nie mogę się nawet dostać do swojego mieszkania. Jestem w patowej sytuacji – słyszymy od jednej ze stron konfliktu.
- Zamiast spędzać więcej czasu z ojcem, tracę go na bieganie po sądach. Czuję się zdesperowana, bo musimy płacić tyle pieniędzy za takie dziadostwo – słyszymy od drugiej.  - Chodzi o to, żeby człowiek normalnie dożył swoich dni – co do tego obie nasze rozmówczynie są zgodne.
Sam pan Józef nie pasuje do tej "rozrzuconej sterty puzzli". Zapytany przez nas, czy chce mieszkać tu, gdzie mieszka, odpowiada, że szykuje się już na mieszkanie wieczne. 

(MT)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone | 2017